Lubelszczyzna, czyli lubię wracać tam, gdzie byłam już

Kiedy w 2013 roku pojechałam na Lubelszczyznę, zwiedziłam Nałęczów, Lublin, Janowiec i Wojciechów. W dwóch innych ważnych miastach regionu, Kazimierzu nad Wisłą i Puławach, nie zabawiłam zbyt długo. (Swoje wspomnienia z wyjazdu spisałam w dwóch artykułach: Lubelszczyzna – wsie, miasta i miasteczka oraz W Nałęczowie i w Kazimierzu – muzea literackie).

Kazimierz i Puławy potraktowałam po macoszemu z dwóch powodów. Po pierwsze, nie były celem mojej wycieczki, a po drugie, trwała akurat renowacja niektórych ich zabytków. Rusztowaniami obstawione były ruiny kazimierskiego zamku, Świątynia Sybilli oraz domki: Gotycki i Aleksandryjski w puławskim parku. W pałacu Czartoryskich też prowadzono prace remontowe. Minęło kilka lat. Nabrałam ochoty na ponowną wizytę na Lubelszczyźnie. Tym razem skupiłam się właśnie na Kazimierzu i Puławach.

Puławy doczekały się osobnego tekstu, którego bohaterką jest ich najsłynniejsza właścicielka Izabela Czartoryska – kochanka i kolekcjonerka. Kazimierzowi poświęciłam sporo miejsca w tym artykule. Oprócz niego piszę o Mięćmierzu, Wąwolnicy, Kęble, Piotrawinie i Muzeum Bolesława Prusa w Nałęczowie, które podczas poprzedniej wycieczki pominęłam, bo godziny jego otwarcia nijak nie chciały zgrać się z rozkładem jazdy busów.

 

Niektórzy twierdzą, że „Bóg stworzył Kazimierz w niedzielę, kiedy trochę odpoczął”. Jest w tym sporo prawdy. Bóg ofiarował mu ciekawą historię i piękne położenie – nad Wisłą, wśród wzgórz i wąwozów – które sprawiło, że miasteczko od lat przyciąga tłumy. Z tego powodu nie jest moim ulubionym miejscem. Żeby spokojnie go zwiedzić, przyjechałam wczesnym rankiem, gdy jeszcze tam pusto. Zaczęłam od Góry Trzech Krzyży, z której można w pełni docenić niedzielny wysiłek Stwórcy.

002

001

Nazwa wzniesienia pochodzi od trzech krzyży wieńczących szczyt. Ustawiono je w 1708 roku po epidemii cholery, która nawiedziła okolice. Na górze archeolodzy odkryli kurhan grzebalny ze śladami pochówku z XIII wieku. Najprawdopodobniej w tym miejscu Rusini zamęczyli siostry norbertanki z pobliskiego klasztoru. W 1181 roku sprowadził je Kazimierz II Sprawiedliwy.

003

To jego imię upamiętnia nazwa miasteczka, chociaż był i drugi król Kazimierz, bardzo dla miasta zasłużony. To oczywiście Kazimierz Wielki. Przypisuje mu się budowę tutejszego zamku.

Wcześniej jednak ojciec króla Kazimierza, Władysław Łokietek, wybudował na wzgórzu dwudziestometrową kamienną basztę otoczoną drewnianymi umocnieniami. Przez lata miała wiele zastosowań: strzegła szlaku handlowego na Wiśle, była latarnią wskazującą drogę do portu (na jej szczycie palono ogniska), a także siedzibą czegoś w rodzaju średniowiecznej agencji celnej, w której pobierano cło za towary spławiane rzeką. Przyziemie, którego mury miały cztery metry grubości, przez jakiś czas pełniło funkcję więziennych lochów. Dziś baszta jest doskonałym punktem widokowym.

 093  0106

U jej stóp, na wzgórzu, są ruiny zamku, którego budowę zainicjował syn Łokietka, król Kazimierz Wielki. Wzniesiono go w latach 40. XIV wieku po napadzie Tatarów na Małopolskę. Początkowo murowany był jedynie wał okalający drewniane zabudowania. W razie niebezpieczeństwa wewnątrz murów mogła schronić się ludność miasta.

095

Podobno kazimierski zamek łączył się podziemnym tunelem z zamkiem w pobliskiej Bochotnicy, który monarcha polecił wybudować dla swojej kochanki, Żydówki Esterki.

098

W XV stuleciu rodzina Grotów wzniosła warownię zajmującą cały szczyt wzgórza. Na początku XVI wieku król Zygmunt Stary przekazał kazimierski zamek Firlejom, którzy przy pomocy królewskich architektów, Santiego Gucciego i Piotra Likiela, średniowieczną budowlę zastąpili wspaniałą renesansową rezydencją. Po Firlejach zamek był własnością Radziwiłów, Lubomirskich, Sapiehów, Sanguszków i Czartoryskich. Podczas potopu szwedzkiego podzielił los większości polskich rezydencji – zamienił się w ruiny. W 1806 roku dzieła zniszczenia dopełnili Austriacy, wysadzając w powietrze część dogorywających murów i wieżę.

Z biegiem lat „romantyczna ruina” zaczęła rozpalać wyobraźnię coraz liczniej przybywających do miasteczka gości. W latach międzywojennych zamkowy dziedziniec zamieniał się w salę balową artystycznej braci, która za sprawą Tadeusza Pruszkowskiego, wykładowcy rysunku i malarstwa na warszawskiej ASP, zaczęła tłumnie odwiedzać Kazimierz.

099

Zarówno z Góry Trzech Krzyży, jak i z baszty i zamku widać Wisłę, której Kazimierz zawdzięcza swój rozkwit.

 096

W XVI i XVII wieku zwany był małym Gdańskiem, bo leżał na szlaku handlowym z Małopolski nad Bałtyk. Handel był źródłem bogactwa tutejszych kupców. Na nadbrzeżu Wisły wybudowali ponad sześćdziesiąt spichrzy. W obszernych pomieszczeniach na parterze, piętrze i poddaszu przechowywali zboże. Do naszych czasów przetrwało ich kilka. Najbliżej miasta stoją dwa: Feuersteina z XVII stulecia i szesnastowieczny spichlerz Przybyły. Dziś jest siedzibą Muzeum Przyrodniczego.

011

Nieco odsunięty od miasta jest spichlerz Kobiałki wzniesiony w 1636 roku. Po drugiej wojnie światowej został odbudowany i przeznaczony na siedzibę Domu Wycieczkowego PTTK. W 1972 roku wybuchł w nim tragiczny w skutkach pożar. W ogniu, ratując dzieci ze szkolnej wycieczki, zginęła żona kierownika domu, Maria Kozicka.

010

W wiślanym porcie, gdzie niegdyś przeładowywano zboże, dziś cumują statki wycieczkowe.

008

009

Zamożni mieszczanie oprócz spichrzy budowali kamienice. Najpiękniejsze stoją przy rynku. To dwa przylegające do siebie domy należące niegdyś do braci Mikołaja i Krzysztofa Przybyłów: Pod świętym Mikołajem i Pod świętym Krzysztofem. Oba zbudowano w 1615 roku z miejscowego wapienia. Bracia Przybyłowie, wzbogaceni na handlu zbożem, mogli pozwolić sobie na wymyślne manierystyczno-ludowe zdobienia fasad swych domów. Niezwykłe attyki są nimi pokryte tak gęsto, że trudno znaleźć na nich skrawek wolnego miejsca. Oczywiście, nie mogło zabraknąć wizerunków obu patronów. Płaskorzeźby świętego Mikołaja i znacznie większego świętego Krzysztofa przenoszącego przez rzekę Jezusa widnieją między oknami kamienic. Dawniej ten gąszcz ozdób wzbogacała kolorowa polichromia.

0126 

Kamienice tworzą trzy pierzeje rynku, czwartą, północno-wschodnią, zamyka biały kościół farny pw. świętego Jana Chrzciciela i świętego Bartłomieja, jeden z najładniejszych kościołów renesansowych w Polsce. 

012

Zbudowano go jeszcze w średniowieczu w stylu gotyckim. Po pożarach, które nawiedziły Kazimierz w drugiej połowie XVI stulecia, kościół odbudowano, nadając mu cechy renesansu lubelskiego. Najbardziej widoczne elementy tego stylu znajdują się na szczycie dachu nad wejściem i nad prezbiterium.

013

W ołtarzu wisi dziewiętnastowieczny obraz przedstawiający męczeństwo patrona kościoła. Święty Bartłomiej, nawracając ludy Mezopotamii, dotarł do Indii. Tam naraził się królowi Astiagesowi, który kazał obedrzeć go ze skóry.

Cennym zabytkiem kazimierskiej fary są organy, najstarsze z kompletnie zachowanych w Polsce. Ich brzmienia wierni słuchają już od czterech stuleci.

014

Nad południową pierzeją rynku, na zboczu Plabaniej Góry, wznoszą się kościół i klasztor franciszkanów reformowanych. Pod koniec XVI wieku kupiec Mikołaj Przybyła zbudował tu kaplicę, którą w drugiej połowie następnego stulecia księża franciszkanie przekształcili w kościół pw. Zwiastowania Najświętszej Marii Panny. Świątynia do dzisiejszego dnia zachowała pierwotny wystrój. Znajduje się w niej obraz Matki Boskiej Kazimierskiej z przełomu XVI i XVII wieku.

 033

Obok kościoła franciszkanie wznieśli klasztor, z którego dziedzińca rozpościera się widok na najważniejsze zabytki miasteczka. By móc je podziwiać, trzeba wdrapać się na zadaszone schody – liczą sześćdziesiąt stopni. Wybudowano je w 1699 roku.

032

Warto też obejrzeć mur otaczający teren klasztorny. Zdobią go obrazy Męki Pańskiej. Jej tłem jest jednak nie Jerozolima, lecz Kazimierz.

035

W 1866 roku, w ramach represji popowstaniowych, nastąpiła kasata zakonu. W klasztorze początkowo urządzono lazaret, potem przejęli go rozmaici świeccy użytkownicy. W latach okupacji znajdowała się w nim siedziba miejscowego gestapo. Po zakończeniu wojny do klasztoru na dobre powrócili zakonnicy. 

0125

Kazimierski rynek jest nieco pochyły i wybrukowany kocimi łbami. Niezależnie od pory roku przechadzają się po nim tłumy turystów. W miarę pusto jest tylko wczesnym rankiem. Na środku rynku stoi drewniana studnia z kołem zamachowym i daszkiem, którą na początku XX wieku zaprojektował Jan Koszczyc-Witkiewicz.

004

005

0122

Podobna studnia, ale zdecydowanie mniej oblegana przez turystów, przy ulicy Lubelskiej.

007

W dwudziestoleciu międzywojennym rynek był miejscem okupowanym przez bohemę artystyczną. Nie inaczej jest teraz. Siedzą tu mniej lub bardziej utalentowani malarze, próbujący wcisnąć turystom swoje dzieła. Wiele lat temu sama taki kazimierski obrazek kupiłam.  

0130

W latach 80. twórcom towarzyszył kundelek przygarnięty przez malarza Zbigniewa Szczepanka. Jak na psa artysty przystało imię nosił malarskie – Werniks. Nie od zawsze miał właściciela. Początkowo bezpański, przewodził zgrają podobnie jak on niczyich psów wałęsających się po rynku.

Werniks jest bohaterem wielu opowieści. Według jednej pochodził z Janowca i do Kazimierza podróżował autostopem, według drugiej – przepływał Wisłę promem. Tak czy inaczej, przyłączał się do wycieczek zwiedzających miasto i stał się miejscową atrakcją. Autorem jego pomnika jest rzeźbiarz Bogdan Markowski. Wykonał go z brązu, słusznie przewidując, że nie zabraknie chętnych, by Werniksa pogłaskać. Jeśli ktoś chce powrócić do Kazimierza, powinien pogłaskać go po nosie, a jeśli ktoś pragnie szczęścia w miłości – trochę niżej.

0123

Przy wybiegającej z rynku ulicy Senatorskiej stoją domy wybudowane przez zamożnych mieszczan: kamienica Górskich, Biała oraz szczycąca się najwspanialszą attyką w Polsce – Celejowska. Wzniesiono ją w latach 30. XVII wieku dla zamożnego kupca, Bartłomieja Celeja. Fasadę zdobią cztery figury: świętego Jana Chrzciciela, Chrystusa, Matki Bożej i patrona właściciela kamienicy, świętego Bartłomieja, oraz rzeźby fantastycznych stworów: smoków i bazyliszków. Dziś w kamienicy mieści się Muzeum Nadwiślańskie.

0124

0128

Inna ulica, Lubelska, wiedzie na Mały Rynek, niegdyś centrum dzielnicy żydowskiej. Żydzi osiedlili się tu za panowania Kazimierza Wielkiego. Z czasem utworzyli osadę w języku jidisz zwaną Kuźmir sztetł. Na początku XX wieku liczyła około trzech tysięcy osób, co stanowiło sześćdziesiąt procent ludności miasta.

020

W latach 30. XX stulecia Mały Rynek był ciasno zabudowany i raczej zaniedbany. Otaczały go drewniane domy zamieszkane przez żydowską biedotę. W suterenach i przybudówkach mieściły się warsztaty, sklepiki i kantory. Pośrodku Małego Rynku stał drewniany budynek jatek, w którym sprzedawano mięso z uboju rytualnego.

0120

Wśród drewnianej zabudowy wyróżniał się budynek bożnicy, wzniesiony z miejscowego wapienia w drugiej połowie XVIII wieku. Była to już czwarta synagoga w tym miejscu. Legenda głosi, że pierwszą wystawił król Kazimierz Wielki dla swej nałożnicy Esterki. Podobno kamienie użyte do jej budowy kazał sprowadzić ze Ściany Płaczu w Jerozolimie.

Obecną zbudowano na mocy przywileju króla Jana III Sobieskiego, który chcąc podźwignąć miasto z upadku po potopie szwedzkim, zezwolił obcym kupcom – w tym Żydom – wznosić murowane budynki. Wnętrze synagogi było bogato dekorowane.

022

Obok bożnicy stał dom cadyka, który – podobnie jak większość przedwojennej zabudowy żydowskiego Kazimierza – nie przetrwał drugiej wojny światowej.

Wybuch wojny był początkiem końca społeczności żydowskiej w miasteczku. Już w 1939 roku Niemcy zamknęli bożnicę. W niezmienionym stanie przetrwała do lipca 1944 roku, kiedy to zdewastowali ją i częściowo zburzyli.

023

Od 1940 roku Mały Rynek pełnił funkcję getta. Planową zagładę Żydów Niemcy rozpoczęli w kwietniu 1942 roku. W ich obronie stanął burmistrz Tadeusz Ulanowski, który za ceną funta złota starał się odroczyć ich deportację. Niemiecki komisarz miasta, Ghedem, złoto przyjął, a wywózkę Żydów odroczył o... kilka dni. Miejscowy rabin Izrael Zilberman podążał na śmierć, niosąc Torę i śpiewając psalmy. Zginęło przeszło trzy tysiące osób, większość w obozach w Majdanku, Bełżcu i Sobiborze. Po zakończeniu wojny okazało się, że ocalał tylko jeden kazimierski Żyd, Berek Cytryn vel Bronisław Zieliński.

024
Wnętrze synagogi. 

W czasie okupacji i tuż po wyzwoleniu zabudowania żydowskiej części Kazimierza właściwie przestały istnieć. Synagoga przetrwała, ale przez kilka powojennych lat powoli zamieniała się w ruinę. Do jej odbudowy przystąpiono w 1953 roku pod nadzorem Karola Sicińskiego. Synagoga zachowała dawną formę architektoniczną, ale zmieniono jej przeznaczenie – aż do końca lat 90. w budynku działało kino. Tam odbyła się premiera filmu Dwa księżyce nakręconego według zbioru opowiadań Marii Kuncewiczowej o mieszkańcach dawnego Kazimierza.

025
Wnętrze synagogi. 

W 2002 roku bożnica przeszła na własność Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie, jednak nie wróciła do swych dawnych sakralnych funkcji. Odbywają się w niej koncerty, wystawiane są przedstawienia. W sali głównej obejrzeć można zdjęcia przedwojennego żydowskiego Kazimierza. Na piętrze przygotowano pokoje gościnne.

0119

Po wojnie zrekonstruowano też drewniane jatki, w których dziś mieszczą się galerie, sklepy z pamiątkami i kawiarnie.

Po kazimierskich Żydach pozostały też resztki kirkutu z połowy XIX wieku. Zajmują niewielkie zadrzewione wzgórze przy ulicy Czerniawy. W latach drugiej wojny światowej pod murem cmentarza Niemcy rozstrzelali setki Żydów i Polaków. Macewy powyrywali i wykorzystali do brukowania dróg i dziedzińca klasztoru ojców franciszkanów, gdzie mieściła się siedziba gestapo. Nagrobki przetrwały dzięki podstępowi malarza Antoniego Michalaka. Przekonał Niemców, by nie skuwali inskrypcji, lecz kładli macewy awersem do dołu. Miało to przyspieszyć prace brukarskie.

029   030

W roku 1985 na dawnym cmentarzu ustawiono „ścianę płaczu”, czyli pomnik-lapidarium zawierający szczątki blisko sześciuset macew zebranych na terenie miasta. Płyty nagrobne pogrupowano zgodnie z obowiązującym na cmentarzach żydowskich podziałem na kwatery męskie i kobiece: po lewej są nagrobki kobiet, po prawej – mężczyzn.

026

027

028

Za sprawą miłości króla Kazimierza Wielkiego i Esterki Kazimierz nad Wisłą zyskał opinię miasta zakochanych. Był świadkiem romansów, które nagle wybuchały i równie nagle się kończyły. Wiosną 1957 roku do miasteczka zawitał Marek Hłasko, uznany już literat i – jak byśmy dziś powiedzieli – celebryta. Kończył pisać Cmentarze. Odwiedziła go Agnieszka Osiecka. Spacerowali nad Wisłą i w wąwozach. Kilka dni później do Kazimierza zjechała ekipa filmowa, by kręcić sceny do Ósmego dnia tygodnia według opowiadania Hłaski. Główne role grali Zbigniew Cybulski i niemiecka aktorka Sonja Ziemann, która wkrótce zajęła miejsce Agnieszki u boku pisarza. 

057
Wąwóz Korzeniowy. Zdjęcie z wycieczki sprzed lat.

Do wspomnień z Kazimierza Hłasko wrócił w ostatniej wydanej za życia książce Sowa, córka piekarza: „A było to w miasteczku leżącym nad Wisłą, gdzie rankiem wychodziłem na targ...”

0131

W Kazimierzu pierwsze po ślubie wakacje spędzili Marek i Danuta Grechutowie. Po latach pieśniarz wyśpiewał jego uroki:

Kazimierz Dolny nad Wisłą
Jak perła między wzgórzami
Swoistym pięknem nam zabłysnął
Ryneczkiem z kamienicami

Na środku rynku jest studnia
Na kamienicach attyki
Wszystkie budynki w słońcu południa
Lśnią jak nowiutkie buciki

W piekarni przy rynku pieką
W kształcie kogutków bułeczki
Przy kramach kupisz miód i mleko
Jabłka, orzechy, porzeczki.

Powyżej kościół jest wzniosły
Stąd strzeże Bóg miasta strony
A jeszcze wyżej pejzaż podniosły
Krajobraz wzgórzy zielonych

Zjeżdżają w to miejsce ludzie
Dla piękna miasta, wzgórz ciszy
By oczy nacieszyć, nacieszyć po trudzie
Nerwy stargane wyciszyć

Napoić dusze pejzażem
Co jest jak balsam kojący
Stanąć przed łąki wielkim ołtarzem
By wchłonąć opar pachnący

Choć przyjdzie czas stąd odjechać
Bo szkoła, bo dom, bo praca
W sercu będziemy zawsze czekać
I znów będziemy tu wracać...

Pisząc o ludziach związanych z Kazimierzem, nie można nie wspomnieć o słynnym architekcie i konserwatorze zabytków Karolu Sicińskim. Przyjechał do miasteczka w 1916 roku na polecenie Towarzystwa Opieki nad Zabytkami. Zauroczony Kazimierzem, został w nim na zawsze. To on w latach 30. XX wieku zaprojektował „Dom pod Wiewiórką” dla Marii i Jerzego Kuncewiczów (dziś jest w nim muzeum pisarki, o którym można poczytać w moim artykule „W Nałęczowie i w Kazimierzu – muzea literackie”). Po drugiej wojnie światowej, dzięki starannej odbudowie i restauracji wielu zniszczonych budynków, Siciński przyczynił się do zachowania oryginalnego kształtu urbanistycznego miasta.

W połowie lat 50. wybudował dla swojej rodziny piękny drewniany dom przy ulicy Krzywe Koło. W latach międzywojennych ulicę tę nazywano Podgórną, bo przebiegała u stóp Góry Trzech Krzyży. Po wojnie Karol Siciński zmienił jej bieg i nazwę. Stworzył jedną z najkrótszych, ale i najbardziej malowniczych uliczek Kazimierza.

031

Przy Krzywym Kole stoi uroczy mały domek. Takich domków można znaleźć w Kazimierzu wiele.

016

Chyba najbardziej znanym jest Stara Chata, zwana też chałupą Niezabitowskich, stojąca przy drodze do Wąwozu Korzeniowego. Zbudowano ją na przełomie XVII i XVIII wieku dla rodziny Kobiałków, właścicieli spichlerza nad Wisłą. Kobiałkowie mieszkali w dworku, który niestety nie zachował się. W Starej Chacie pomieszkiwali, gdy doglądali ogromnej, liczącej dwieście uli pasieki. 

0133

017

018
Akurat. Dałam babie parę złoty, nie minęły mnie kłopoty. 

Czas na Mięćmierz, starą osadę leżącą trzy kilometry od centrum Kazimierza, niegdyś zamieszkaną przez rybaków i flisaków przewożących ludzi na drugi brzeg Wisły. Pogoda była piękna, poszłam więc do Mięćmierza na piechotę, najpierw powoli wałem, delektując się pięknymi widokami, a potem w tempie ekspresowym zachwaszczoną ścieżką ciągnącą się wzdłuż wiślanego brzegu. Przedzierałam się przez krzaczory, klnąc w duchu, bo ani to miłe, ani bezpieczne. Szkoda, że nikt nie pomyślał, żeby ścieżkę trochę ucywilizować i odsłonić widok na przeciwległą skarpę i ruiny zamku w Janowcu.

Gdy szczęśliwe dotarłam do celu, ujrzałam niemal równy z wodą brzeg wiślany, drewnianą łódkę, a obok niej ogromny granitowy kamień. Położono go tam w 2009 roku, by upamiętnić mieszkańców Kazimierza i okolic ratujących skarby z zamku wawelskiego, które dotarły tu rzeką na początku września 1939 roku.

047

046

W latach 50. XX wieku Mięćmierz z wioski flisackiej zaczął stawać się osadą letniskową. Pierwsi pojawili się tu artyści zjeżdżający na plenery malarskie do Kazimierza. Początkowo szukali widoków godnych utrwalenia na płótnie, potem spędzali tu letnie miesiące. Po malarzach do Mięćmierza przybyli znani architekci, aktorzy, literaci i naukowcy. Powoli w wiosce powstawał żywy skansen, bo „ludność napływowa” kupowała od miejscowych ziemię i przenosiła na nią pozbierane po okolicy, drewniane chałupy. Stoją do dziś, niektóre kryte strzechą lub gontem, tonące w zieleni i odgrodzone od ciekawskich turystów drewnianymi płotkami.

 

W Mięćmierzu swój dom ma (a może miał, bo jakiś czas temu wystawił go na sprzedaż) Daniel Olbrychski. Przed laty zatrzymywało się w nim mnóstwo osób, między innymi Zbigniew Preisner, Piotr Skrzynecki oraz Janusz Stokłosa i Janusz Józefowicz, którzy w gościnie u aktora pracowali nad Metrem. Do Mięćmierza dojeżdżały też Agata i Maryna Miklaszewskie, autorki libretta do musicalu.

W latach 70. XX wieku działkę w Mięćmierzu kupili państwo Maria i Ryszard Dziadoszowie. Była w pięknym miejscu, na nieco oddalonej od wsi, wysokiej wiślanej skarpie.

045
Przed wejściem na posesję stoi drewniana kapliczka.

Gdy jej szczęśliwi właściciele chcieli postawić dom, okazało się to niemożliwe. Skarpa nie była przeznaczona pod zabudowę. Niezrażeni, wpadli na pomysł, dzięki któremu Mięćmierz zyskał nietypowy budynek mieszkalny – wiatrak.

044

Po wielu perypetiach i przepychankach z władzami kupili stary wiatrak w Bałtowie pod Puławami i wyremontowali go. Niektóre źródła podają, że ściągnęli resztki kilku wiatraków i ten, który dziś stoi na mięćmierskiej skarpie, jest ich zlepkiem. Tak czy owak, wygląda malowniczo – dokładnie tak samo, jak wiatrak na akwareli dziewiętnastowiecznego malarza Kazimierza Stronczyńskiego. To dzięki niej Ryszard Dziadosz zdołał przekonać niechętne wiatrakowi władze do wyrażenia zgody na jego budowę – skoro stał na skarpie sto lat temu, może i teraz. Wiatrak stoi na prywatnej posesji, ale można zobaczyć go z bliska, pod warunkiem zachowania ciszy i spokoju. Widoki ze skarpy przecudne: przełom Wisły i Krowia Wyspa, czyli dawniej pastwisko, a dziś rezerwat wodnego ptactwa.

049

Równie piękny widok podziwiać można z Albrechtówki, niewielkiego wzniesienia górującego nad wioską. Po drugiej stronie Wisły bielą się mury kościoła i zamku w Janowcu.

050

0132

W środku wsi, na przecięciu dróg, stoi kryta gontem studnia, z której do dziś czerpie się wodę przy pomocy ręcznej pompy. Jest pamiątką po filmie Awans Janusza Zaorskiego z 1974 roku (zanim ją zbudowano, mieszkańcy Mięćmierza nosili wodę z Wisły). Scenariusz filmu powstał na podstawie powieści Edwarda Redlińskiego o tym, jak do domu wraca chłopski syn przerobiony na miastowego panka i chce rodzinną wieś „cywilizować”. Szczęśliwie nie do końca mu się to udaje – wieś pozostaje wsią… i oby Mięćmierz na zawsze pozostał Mięćmierzem.

043

Między Kazimierzem a Nałęczowem leży wieś Wąwolnica. Za jej legendarnego założyciela uważa się – nie wiedzieć czemu – Kraka. Może dlatego, że miejscowość jest dość leciwa. Pierwsze wzmianki o niej pojawiły się w jedenastowiecznym rękopisie ojców benedyktynów ze Świętego Krzyża. W XIII stuleciu w Wąwolnicy stał gród warowny. Kazimierz Wielki otoczył osadę murami, zbudował zamek, a w nim kaplicę zamkową pw. świętego Wojciecha. W 1700 roku z pobliskiego Kębła przyniesiono do niej cudowną figurę Matki Bożej. Pochodząca z przełomu XIV i XV wieku rzeźba z lipowego drewna jest jedną z tzw. Pięknych Madonn, wzorowanych na kamiennej rzeźbie Madonny z Vimpergu. Być może została przekazana parafii w Kęble przez Władysława Jagiełłę jako jedno z trofeów grunwaldzkich.

073

W latach 1907–1914 na wzgórzu zamkowym ze składek parafian wzniesiono nowy kościół pw. świętego Wojciecha w stylu neogotyku wiślańskiego. W środku znajdują się drewniane ołtarze: Miłosierdzia Bożego oraz świętych: Franciszka, Stanisława Kostki i Józefa.

068

069  070

Starą gotycką kaplicę zamkową rozebrano, pozostawiając jedynie prezbiterium z figurką Matki Bożej Kębelskiej. Prezbiterium jest dziś sanktuarium maryjnym i jednocześnie najstarszym budynkiem w Wąwolnicy.

071  072

074

075
Droga Krzyżowa na tyłach sanktuarium maryjnego w Wąwolnicy. 

We wsi zachowało się sporo starych domów, zwłaszcza na Nowym Rynku wytyczonym w połowie XVI wieku po pożarze Starego Miasta, na mocy przywileju wydanego przez króla Zygmunta Augusta. Kopie drewnianych piętrowych kamieniczek w północnej pierzei mają znaleźć się w lubelskim skansenie jako przykłady budownictwa małomiasteczkowego. 

076

077

058
Na skraju wsi, przy moście na Bystrej, stoi ciekawa kapliczka
zaprojektowana przez Jana Koszczyc-Witkiewicza w 1940 roku.

Z Wąwolnicy ruszyłam do Kębła, by zobaczyć miejsce objawień Matki Bożej. 

Kult maryjny w Kęble zaczął rozwijać się pod koniec XIII stulecia. Podczas jednego z tatarskich najazdów na ogromnym głazie ukazała się Madonna, a wzięci w jasyr polscy jeńcy zostali w cudowny sposób oswobodzeni. By uczcić to wydarzenie, zbudowano drewniany kościołek, w którym na głazie umieszczono figurkę Matki Bożej. W 1700 roku rzeźbę przeniesiono do Wąwolnicy, a świątynię rozebrano. Pozostał kamień, wokół którego gromadzili się wierni, prosząc o łaski.

057

W XIX wieku ociemniały mieszkaniec Wąwolnicy Franciszek Kempiński ufundował w miejscu dawnej świątyni kapliczkę. Gdy tylko ukończono jej budowę, Kempiński odzyskał wzrok. Obecna kaplica powstała w 2008 roku jako wotum na 730-lecie objawień i 30-lecie koronacji cudownej figury Madonny.

056

Niedaleko kaplicy stoi niewielki murowany pałacyk.

051

054
Zachowały się w nim reprezentacyjne pokoje bogato zdobione sztukateriami.

W połowie XV wieku pierwsi dzierżawcy Kębła, Rawici z Ostrowa, pobudowali tu swoją główną rezydencję. W następnych stuleciach dwór wraz z folwarkiem należał do kilku rodów, między innymi Czartoryskich. Po upadku powstania listopadowego ich dobra zostały skonfiskowane i wystawione na licytację. Kębło kupił Tomasz Łubieński, który wkrótce odstąpił go Ignacemu Wesslowi. Wessel przebudował staropolski dwór – powstał pałacyk w stylu eklektycznym.

052

Następnym właścicielem został Antoni Rostworowski, społecznik działający na rzecz kultury i oświaty. W Kęble ufundował szkołę dla dzieci folwarcznych, wspierał Szkołę Ziemianek w Nałęczowie, współorganizował Katolicki Uniwersytet Lubelski. Rostworowscy po kądzieli byli spokrewnieni z Sienkiewiczem. Do 1939 roku w jednej sal wykładowych uczelni stało popiersie pisarza. Po wojnie trafiło do Kębła.

0134

Po drugiej wojnie światowej w pałacu zorganizowano dom dziecka, potem zakład wychowawczy dla dzieci upośledzonych, a dziś mieści się w nim Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy, przy którym działa szkółka jeździecka.

053

W czasie mojej poprzedniej wizyty na Lubelszczyźnie nie odwiedziłam Muzeum Bolesława Prusa w Nałęczowie. Postanowiłam więc nadrobić zaległości i wybrałam się do pałacu Małachowskich. Jak się okazało, w samą porę – trafiłam na niemal ostatni dzień bytności muzeum w tym miejscu.

 059
Pałac Małachowskich. Dawna siedziba Muzem Bolesława Prusa w Nałęczowie. 

Muzeum było tuż przed przeprowadzką do nowej siedziby, ochronki wybudowanej przez Stefana Żeromskiego według projektu Jana Koszczyc-Witkiewicza.

067
Nowa siedziba Muzeum Bolesława Prusa w Nałęczowie. 

Pałac został sprzedany prywatnej firmie. Podobno nowy właściciel ma go wyremontować, co potem… czas pokaże. Muzeum już raczej do niego nie wróci, a szkoda, bo przez ponad pół wieku zajmowało sale, w których Prus pisał swoje powieści. Konrad Chmielewski, dyrektor uzdrowiska w Nałęczowie, wspominał: „Na lewo od wejścia od strony północnej był mały pokoik o gotyckim sklepieniu, z mocną kratą żelazną w oknie (kiedyś widocznie była tu kasa), które zasłonięto do połowy (okno było niskie), żeby Dziadzio [Prus – przyp. AB] mógł w tym pokoiku nie być starannie oglądanym przez białogłowy”.

060
Wnętrze Muzeum Bolesława Prusa w pałacu Małachowskich. 

Nałęczów zawdzięcza Prusowi sławę. Pisarz kochał to miasteczko i dawał temu wyraz w felietonach drukowanych w warszawskiej prasie. Dzięki nim cała Polska dowiedziała się o skuteczności oferowanych tam „wodnistych kuracji”.

 0111

0112
Pijalnia wód w Nałęczowie. 

On sam po raz pierwszy skorzystał z ich dobroczynnych właściwości w 1882 roku. Pojawił się w Nałęczowie, żeby leczyć agorafobię, czyli lęk przestrzeni. Potem wracał tam co rok – aż dwadzieścia osiem razy – nie tylko po to, by podratować zdrowie, ale także, by tworzyć. W liście do Oktawii Żeromskiej zwierzał się: „Najśmielszym moim marzeniem – jak najrychlej przenieść się do Nałęczowa i tam pisać, wciąż pisać".

061
Wnętrze Muzeum Bolesława Prusa w pałacu Małachowskich.

W Nałęczowie powstały fragmenty jego największych utworów. Wędrując z panią Oktawią po okolicznych wioskach, przyglądał się życiu kolonistów niemieckich i ich stosunkom z Polakami. Swoje obserwacje wykorzystał w Placówce. Tu pisał też Lalkę i Emancypantki. Ich główna bohaterka, Madzia Brzeska, nosi cechy Oktawii Żeromskiej, muzy i wielkiej przyjaciółki Prusa.

0121
Oktawia Żeromska i jej syn Adaś. Zdjęcie Adasia zrobił Bolesław Prus. 

Oktawia była też pierwszą czytelniczką i recenzentką powieści Prusa. Pisarz „W Nałęczowie zamykał się zwykle nocą w swoim pokoju, zabrawszy ogórek kwaszony i kawałek czarnego chleba; rano odcinek był gotów; Pani Oktawia pilnowała, żeby «imiona nie były pomylone» i kompletowała egzemplarz wycinków. Kiedy noc była księżycowa, Prus nie mógł sypiać, ona też; więc chodzili po Nałęczowie...”

0113

0115

0117

Pisarz słynął z zamiłowania do wynalazków technicznych. Kariera odkrywcy, o której marzył, nie była mu dana, chętnie więc korzystał z cudzych pomysłów: pisał na maszynie, mimo lęku przestrzeni jeździł na rowerze i z zapałem robił zdjęcia, co rekompensowało mu brak talentu malarskiego: „bardzo bowiem często żałowałem, że nie umiem rysować, gdy szło o zanotowanie jakiegoś krajobrazu, sytuacji albo osoby”.

0118

Bolesław Prus był powszechnie lubianym człowiekiem. Zapewne przyczynił się do tego jego wyjątkowo dobry charakter. „Tygodnik Ilustrowany” pisał: „Prus nie przejdzie obok ubogiego, aby go nie wesprzeć, obok pracującego, aby mu dobrego słowa nie powiedzieć, obok dziecka, aby z nim nie pogadać, obok psa, aby go nie pogłaskać”. Ewa Szelburg-Zarembina, która spędziła w Nałęczowie dzieciństwo, wspomina, że w kieszeni surduta specjalnie zrobił dziurę, przez którą „gubił” cukierki.

065
Wnętrze Muzeum Bolesława Prusa w pałacu Małachowskich.

Ostatnie wakacje w Nałęczowie Prus spędził w 1910 roku. Dwa lata później zmarł w Warszawie.

Nałęczowianie, wdzięczni pisarzowi za rozsławienie miasta, postanowili uczcić go pomnikiem. Miał stanąć po zachodniej stronie pałacu Małachowskich w otoczeniu dębów. Nie zebrano jednak wystarczająco dużo pieniędzy. W roku 1924 w północną ścianę pałacu wmurowano tablicę upamiętniającą pisarza, a jego pomnik odsłonięto dopiero czterdzieści lat później.

066

W 1961 roku otwarto Muzeum Bolesława Prusa. Jego pomysłodawcą był profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Feliks Araszkiewicz, znawca twórczości pisarza i wielbiciel Nałęczowa. Przeznaczono na nie pomieszczenia w pałacu Małachowskich, dokładnie te, w których powstały fragmenty Lalki i Placówki. Na początku były kłopoty z zapełnieniem muzealnych sal. Pamiątki po pisarzu, przekazane przez żonę, Oktawię Głowacką, do Muzeum Narodowego zaginęły podczas drugiej wojny światowej. Przepadło też biurko podarowane Polskiej Akademii Literatury. Upadł więc pomysł odtworzenia w Nałęczowie fragmentu gabinetu w warszawskim mieszkaniu Prusa.

Pozyskano natomiast rękopisy listów, które pisał do Oktawii, jeszcze jako narzeczonej. Tłumacze z wielu krajów przysyłali przekłady jego dzieł. Muzeum Narodowe w Warszawie przekazało w depozyt zdjęcia pisarza z różnych okresów jego życia i dokumenty osobiste, między innymi świadectwo maturalne. Muzeum Historyczne m.st. Warszawy przekazało adres gratulacyjny z 1897 roku – portret Prusa w metalowej, ręcznie kutej ramie.

063
Wnętrze Muzeum Bolesława Prusa w pałacu Małachowskich.

W biblioteczce stanął bogaty księgozbiór składający się z pierwodruków utworów, egzemplarzy korekcyjnych oraz opracowań krytyczno-literackich dotyczących Prusa i jego epoki. Zgromadzono też archiwum wycinków prasowych.

064
Wnętrze Muzeum Bolesława Prusa w pałacu Małachowskich.

Kolekcję pamiątek po pisarzu wzbogaciły barwne grafiki Edwarda Okunia do Faraona wykonane na zamówienie wydawnictwa Gebethner i Wolf w 1924 roku, które nigdy nie doczekały się druku, oraz projekt okładki do Pierwszych opowiadań autorstwa Stanisława Witkiewicza.

W roku 1997 w 150. rocznicę urodzin Bolesława Prusa w muzeum odtworzono fragment jego warszawskiego gabinetu. Na podstawie fotografii wykonano replikę biurka. Stanęła na nim maszyna do pisania firmy Hammond z 1897 roku, taka sama, jaką posługiwał się Prus.

062
Wnętrze Muzeum Bolesława Prusa w pałacu Małachowskich.

Dwudziestego października 2002 roku w Parku Zdrojowym odsłonięto ławeczkę pisarza. Ufundował ją samorząd Nałęczowa, by upamiętnić 120. rocznicę pierwszego przyjazdu Prusa do uzdrowiska.

001

Swoje wspomnienia z poprzedniego wyjazdu na Lubelszczyznę zakończyłam wzmianką o budowie mostu, który miał połączyć ją z Mazowszem. To już trzeci most na Wiśle w tym miejscu. Dwaj jego poprzednicy mieli pecha. Pierwszy spalono podczas pierwszej wojny światowej. Drugi, odbudowany w maju 1939 roku, spłonął kilka miesięcy później. Mówiono, że nad budowanymi tu mostami ciąży fatum – są zapowiedzią wojny. Trzeci most stanął, a raczej zawisł w 2015 roku, i ma się dobrze. O żadnej wojnie na razie nie słychać. Kilka lat temu, gdy jeszcze jeździłam na wakacje na wieś (leżącą po mazowieckiej stronie Wisły), przeszłam nim na Lubelszczyznę.

 080
Kierunek – Lubelszczyzna.

Dotarłam do Piotrawina, niewielkiej wsi o długiej i ciekawej historii. Założono ją w XI wieku przy brodzie na Wiśle. Należała do rycerza Piotra Strzemieńczyka. Tuż przed śmiercią Piotr sprzedał Piotrawin biskupowi krakowskiemu Stanisławowi ze Szczepanowa. Spadkobiercy rycerza zażądali od duchownego zwrotu gruntów, ich zdaniem przejętych bezprawnie. Biskup sprzeciwił się. Krewni Strzemieńczyka podali go więc do sądu królewskiego. Nieprzychylny Stanisławowi król Bolesław Śmiały poparł ich roszczenia. Żeby udowodnić, że prawo jest po jego stronie, biskup wskrzesił Piotra Strzemieńczyka, który już od ponad dwóch lat spoczywał w grobie. Ten poświadczył legalność transakcji i z powrotem ułożył się w trumnie. Te wydarzenia (cokolwiek myśleć o ich prawdziwości) zaogniły konflikt między królem i biskupem. Władca oskarżył duchownego o zdradę i skazał na obcięcie członków. Wkrótce biskup trafił na ołtarze, a król na dożywotnią emigrację.

 085
Grobowiec Piotra Strzemieńczyka.

Grobowiec Piotra Strzemieńczyka stał w drewnianym kościółku. W połowie XV wieku z inicjatywy biskupa Zbigniewa Oleśnickiego w jego miejscu wybudowano murowaną kaplicę. Na jej północnej ścianie umocowano oryginalną tablicę nagrobną. W połowie XVII stulecia w kaplicy ułożono płytę z łacińską inskrypcją.

084

Obok kaplicy stanął gotycki kościół pw. świętego Tomasza Apostoła i świętego Stanisława Biskupa Męczennika. Obie świątynie uznawane są za najstarsze i najcenniejsze zabytki Lubelszczyzny. Dotrwały do naszych czasów w niemal niezmienionym kształcie.

081

Piotrawin stał się ośrodkiem kultu świętego Stanisława i miejscem licznych cudów. Do wsi zaczęli przybywać pielgrzymi w nadziei na poprawę losu. Niektórym się poszczęściło. By podziękować za otrzymane łaski, na drewnie i płótnie malowali obrazy, dziś rozwieszone na ścianach kościoła. Stanowią one unikalną, najstarszą i najbogatszą w Polsce kolekcję obrazów wotywnych. W świątyni przechowywane są też relikwie świętego Stanisława.

082

W drugiej połowie XVIII wieku biskup krakowski Kajetan Sołtyk postanowił wybudować w Piotrawinie nową, wspaniałą kolegiatę ku czci męczennika. Nie zrealizował swego dzieła, bo został aresztowany i wywieziony do Rosji. Po jego planach pozostały jedynie ogromne, kamienne kapitele kolumn.

089

W roku 2007 na tyłach kościoła i kaplicy utworzono Drogę Krzyżową – Kalwarię Piotrawińską.

086

088

Obok zabudowań kościelnych stoi dawny pałac biskupów krakowskich, a od XIX wieku – plebania. W 1880 roku do Piotrawina przybył Ludomir Cywiński (przodek pani minister Izabelli Cywińskiej), który na licytacji wykupił dobra kościelne. Pałac został przebudowany w duchu klasycystycznym. Po drugiej wojnie światowej stał się siedzibą szkoły i Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej. Nieremontowany, popadał w ruinę. Dziś mieści się w nim hotel „Pałac Piotrawin”. 

 090

 092
W drodze do domu. 

Na koniec kilka słów o kwaterze. Zatrzymałam się w schronisku młodzieżowym w Puławach. Schronisko młodzieżowe – nie brzmi zachęcająco, a jednak trafiłam w fajne miejsce. Pokój dostałam jednoosobowy, urządzony po domowemu: tapczan, szafki, wersalka, fotele, niski stoliczek, obrazki na ścianach, kwiaty w doniczkach. Miałam własną łazienkę, a nawet aneks kuchenny. Czysto, cicho, przyjemnie, no i tanio. Jedyny minus to spora odległość od centrum. Ale co tam, nie takie odległości pokonywałam. 

Pisząc ten artykuł, korzystałam z książek: 

H.L. Bukowska, Bolesław Prus w Nałęczowie, Muzeum Lubelskie w Lublinie, Lublin 2015.
A. Daniszewska, Zabytki kultury żydowskiej, De Agostini Polska, Warszawa 2013.
T. Kaczyński, Zamki, cz. 2, De Agostini, Warszawa 2010.
K. Kucaba, A. Kuźma, Informator turystyczny Krainy Lessowych Wąwozów, Lokalna Organizacja Turystyczna „Kraina Lessowych Wąwozów”, Nałęczów 2011.
K. de Mezer-Sobotkowska, Z. Sobotkowski, Kazimierz Dolny, Prywatna Agencja Geograficzna, Warszawa 2002.
Polska na weekend, Pascal, Bielsko-Biała 2001.
A. Trześniewska, Miasteczko dwóch kultur, Norbertinum, Lublin 2017.
S. Turski, Szlak Kazimierz dwóch księżyców, Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym, Kazimierz Dolny 2017.

sierpień 2017