Od Oświęcimia do Cieszyna - wycieczka-niespodzianka

Wycieczka-niespodzianka, która wyskoczyła jak królik z kapelusza. Chociaż trwała krótko, byłam w wielu miejscach, również w tych, których nie zobaczyłam podczas wyjazdu do Żywca. Zwiedziłam więc Bielsko-Białą, wjechałam na Szyndzielnię, przeszłam się na Klimczok, a potem do muzeum Fałata w Bystrej. Widziałam też obóz Auschwitz-Birkenau, pałac w Pszczynie i Cieszyn – obie strony: polską i czeską.

A wszystko zaczęło się od zaproszenia z Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Łukasza Górnickiego GALERII KSIĄŻKI w Oświęcimiu na Święto Książki Dziecięcej. A skoro jest zaproszenie, to długo nie trzeba mnie namawiać – jadę!

Kulminacyjnym momentem święta była wielka gala – przyznanie Ogólnopolskiej Nagrody Literackiej im. Kornela Makuszyńskiego. Już po raz 24. statuetka Koziołka Matołka powędrowała do twórcy, który wzorem patrona nagrody, napisał książkę „słoneczną”, wyróżniającą się humorem i wiarą w dobro.

221

Koziołka dostała Kasia Nawratek za Kreska, Bartka i całkiem zwyczajny początek. Wyróżnienia otrzymały dwie książki: Dziewczynka ze srebrnym zębem Andrzeja Marka Grabowskiego i Teatr niewidzialnych dzieci Marcina Szczygielskiego. Pan Marcin miał podwójne szczęście. Jego powieść zdobyła uznanie nie tylko jury OPL, lecz także młodych czytelników. Zwycięzcom gratuluję!

220

Sama biblioteka – nowy, przestronny i widny gmach – zachwyca.

224

Prowadzi do niej Aleja Pisarzy, upamiętniająca wybitnych twórców. Każdy osobiście uświetnił uroczystość wmurowania pamiątkowej płyty z własnym autografem i cytatem z książki.

225

Przedłużeniem Alei Pisarzy, już we wnętrzu biblioteki, jest Galeria Przechodnia, która – zgodnie z nazwą – jest miejscem sztuki. Każdy może zaprezentować w niej swoją twórczość: fotografie, grafiki, obrazy. Po obu stronach sięgającej szklanego dachu galerii są miejsca dla czytelników: kącik zabaw dla dzieci, pracownia komputerowa, wypożyczalnia filmów, dwie sale kinowe, salonik czasopism, wielka aula na spotkania z pisarzami, czytelnie, wypożyczanie, a także Centrum Literatury Dziecięcej zajmujące się upowszechnianiem książek dla najmłodszych czytelników. Wszędzie czysto, miło, aż chce się wejść, pochodzić, popatrzyć – spędziłam tam długie godziny.

Nie byłabym jednak sobą, gdybym wolnych chwil nie przeznaczyła na zwiedzanie miasta. Oświęcim, tragicznie doświadczony podczas II wojny światowej, większości z nas kojarzy się z obozem koncentracyjnym, ale historia miasta jest znacznie dłuższa i bogatsza, a i miejsc ciekawych nie brakuje.

Nad przecinającą Oświęcim Sołą wznosi się wzgórze, które w czasach pogańskich było miejscem kultu. W XI wieku zbudowano tu zamek, siedzibę książąt oświęcimskich. Budowlę wielokrotnie niszczyły powodzie i pożary. Do naszych czasów przetrwały nieliczne najstarsze jej fragmenty: gotycka wieża wybudowana na przełomie XIII i XIV wieku, fragmenty murów obronnych i bastylia. Wieża jest jedną z pierwszych murowanych konstrukcji na tych terenach i najwyższym gotyckim murem obronnym w Polsce – mierzy czterdzieści metrów. Dziś zamek jest siedzibą muzeum.

082

081

Jak już wspomniałam, wielu ludziom Oświęcim kojarzy się przede wszystkim ze zbrodnią ludobójstwa popełnioną w niemieckim obozie koncentracyjnym. Wśród ofiar najwięcej było Żydów. Na długo przed Holokaustem, bo w drugiej połowie XVIII wieku, w Oświęcimiu powstała gmina żydowska. W ciągu kilkunastu lat Żydzi zasiedlili położoną nad rzeką dzielnicę miasta. W XIX wieku stanowili już pięćdziesiąt pięć procent ludności Oświęcimia. Po dzielnicy żydowskiej pozostała synagoga Stowarzyszenia Studiujących Misznę – jedyna, jaka przetrwała II wojnę światową.

077

076

078

Stoi na skwerze J. Skarbka, niedaleko zamku. Wzniesiono ją w latach 1912–1913 w miejscu wcześniejszej bożnicy chasydów chrzanowskich. Żydzi modlili się w niej do 1939 roku, a także po wojnie do połowy lat 50. Potem została przejęta przez skarb państwa i służyła między innymi jako magazyn dywanów. Gmina żydowska w Bielsku-Białej odzyskała ją w 1998 roku. Przy synagodze działa centrum żydowskie i muzeum, w którym można zobaczyć przedmioty wykopane w 2004 roku na terenie zniszczonej przez Niemców Wielkiej Synagogi.

Inną pamiątką po społeczności żydowskiej w Oświęcimiu jest kirkut założony na przełomie XVIII i XIX wieku i funkcjonujący do czasów II wojny światowej. Niemcy chcieli zlikwidować nekropolię, a jej teren przeznaczyć pod zabudowę, ale skończyło się na dewastacji macew. Po wyzwoleniu miejscowi Żydzi uporządkowali cmentarz. W latach 80. ze szczątków zniszczonych pomników powstały dwa lapidaria. Łącznie na cmentarzu zachowało się około ośmiuset macew, najstarsza pochodzi z 1757 roku, najmłodsza z 2000.

Jak w prawie każdym mieście, w Oświęcimiu jest rynek. Wytyczono go w miejscu średniowiecznego targowiska. Szesnastowieczny ratusz i drewniane budynki, które niegdyś go otaczały, spłonęły w pożarze. Stojące tu dziś murowane kamienice wybudowano w ciągu ostatnich dwustu lat.

063

062
Widok z rynku na kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

Przyjęło się, że najbardziej okazałym budynkiem przy rynku jest ratusz. W Oświęcimiu jest inaczej. Tu uwagę przyciąga kamienica Ślebarskich. Na początku XIX wieku zbudował ją proboszcz parafii oświęcimskiej, ksiądz Michał Ślebarski. Frontową elewację zdobi balkon wsparty na dwóch kolumnach. Budynek należał do rodziny Ślebarskich do końca XIX stulecia. W latach międzywojennych znajdowały się w nim sklepy i restauracja należąca do Israela Silbigera oraz piekarnia „Pod filarami” prowadzona przez rodzinę Schmeidlerów. W latach II wojny światowej kamienica została przebudowana przez Niemców w stylu narodowym i przeznaczona na biura. Dziś jest siedzibą sądu.

 065

A sam ratusz? To jednopiętrowa, niewielka kamienica z drugiej połowy XIX wieku, która od lat nie pełni już swoich funkcji. Mimo to od 1993 roku powiewa nad nią flaga miasta, a w samo południe z okien rozbrzmiewa hejnał Oświęcimia – fragment poloneza skomponowanego przez Aleksandra Orłowskiego. Nie mam jej zdjęcia, bo ilekroć przed nią stałam, słońce świeciło mi prosto w oczy. 

Mam za to zdjęcie willi Antoniego Ślosarczyka, oświęcimskiego doktora Judyma, wybudowanej w latach 1903–1912, a zwanej zameczkiem lub pałacykiem ze względu na bogactwo neorenesansowych i neobarokowych dekoracji. W tym pięknym budynku miejscowi nowożeńcy wymieniają obrączki. Znajduje się tu bowiem Urząd Stanu Cywilnego z – podobno – wspaniałą salą ślubów. Od kilku lat w budynku rezyduje też Rada Miasta Oświęcimia.

075

Jednak ani zamek, ani rynek, ani zabytkowe kamieniczki nie zrobiły na mnie takiego wrażenia jak monumentalne budynki zakładu salezjańskiego.

Najważniejszym jego budynkiem jest kościół pw. Matki Bożej Wspomożenia Wiernych wzniesiony w pierwszej połowie XIV wieku dla dominikanów sprowadzonych tu prawdopodobnie przez księcia cieszyńskiego, Mieszka. Klasztor dla braci wybudowali książę oświęcimski Władysław i jego żona Eufrozyna.

Po likwidacji klasztoru przez cesarza Józefa II w 1782 roku budynek zamieniono na magazyn, potem przejęli go Żydzi i prawie całkowicie zrujnowali. W czasie procesji w Boże Ciało w 1894 roku na ruinach kościoła ukazała się Matka Boża. Po tym wydarzeniu społeczność katolicka Oświęcimia postanowiła odzyskać i odbudować świątynię. Kilka lat później dźwignęła się z ruin dzięki przybyłym do Oświęcimia salezjanom. W stulecie objawienia została uznana za Sanktuarium Matki Bożej Wspomożenia Wiernych.

068

070

Salezjanie wybudowali też szkołę z internatem, w której kształcili się ślusarze, tokarze, stolarze i inni fachowcy. Oświęcimska młodzież uczy się tu do dziś, nie tylko w szkole zawodowej, ale również w gimnazjum i liceum.

067

066

Ksiądz Jan Bosko, założyciel zakonu salezjanów, od 2013 roku jest patronem miasta.

071

Zamek i zakład salezjański leżą na skarpie nad Sołą. Wzdłuż rzeki ciągną się bulwary.

073

074

Doszłam do mostu spinającego brzegi Soły i powędrowałam dalej – do Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. Obóz koncentracyjny założyli Niemcy w kwietniu 1940 roku. Wykorzystali dwadzieścia osiem murowanych budynków dawnych koszar, otoczyli je podwójną linią drutów kolczastych pod napięciem, na bramie umieścili słynny napis: Arbeit macht frei. W czerwcu 1940 roku przez tę bramę weszli pierwsi więźniowie – było ich siedmiuset dwudziestu ośmiu.

 142

 143

Poza terenem właściwego obozu znajdowało się krematorium. Na stojącej obok szubienicy dokładnie siedem lat po utworzeniu KL Auschwitz, w kwietniu 1947 roku, zawisł komendant obozu Rudolf Hoess, skazany na śmierć za ludobójstwo.

144

Głównym miejscem kaźni stał się oddalony o trzy kilometry od Auschwitz obóz utworzony w marcu 1942 roku na terenie wsi Brzezinka – Birkenau. Obejmował sto czterdzieści hektarów i, podobnie jak Auschwitz, otoczony był drutem kolczastym. Więźniowie mieszkali w tymczasowych, drewnianych barakach, dlatego do naszych czasów niewiele z nich przetrwało. Po większości pozostały tylko murowane kominy.

226

161

 160

Na teren obozu prowadziła brama wartownicza. Wjeżdżały przez nią transporty kolejowe. Na ciągnącej się wzdłuż torów rampie następowała selekcja więźniów – ci do roboty, a ci do gazu. Na terenie Birkenau działały piece krematoryjne i szpital, w którym doktor Mengele prowadził eksperymenty na więźniach. Aby zatrzeć ślady zbrodni, załoga obozu przed ucieczką zniszczyła urządzenia zagłady.

172

163

158

Ogółem w Auschwitz-Birkenau Niemcy zamordowali ponad milion osób dwudziestu ośmiu narodowości. Prawdopodobnie liczba ofiar jest większa, ale nigdy jej nie poznamy. Gdy 27 stycznia 1945 roku Armia Czerwona wyzwoliła obóz, było w nim blisko siedem i pół tysiąca więźniów.

165

164
Droga do krematorium.

W 1979 roku Auschwitz-Birkenau znalazł się na Liście Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO.

Ciekawa byłam tej wizyty w obozie, wrażenia, jakie na mnie wywrze. Pierwsze zaskoczenie – przed wejściem na teren Auschwitz atmosfera piknikowa. Mnóstwo ludzi różnej narodowości siedzi sobie na ławeczkach, wcina hamburgery i popija kolą. Jakieś śmiechy, głośne rozmowy. Nie tego się spodziewałam.

145

Jak wygląda zwiedzanie obozu? Okropnie. Zwiedza się go z przewodnikiem w grupach językowych, całkiem licznych. O danej godzinie na teren obozu wpuszczane są trzy, czasami cztery grupy. Tłum zwiedzających drepcze więc za przewodnikiem od budynku do budynku, przepycha się w salach i wąskich korytarzach. Nie ma możliwości zatrzymania się, przyjrzenia, nie mówiąc o chwili zadumy. Podam przykład. Przed wejściem do jednego z budynków przewodnik mówi: „Na dole, w piwnicach, trzecia po prawej to cela, w której zginął Kolbe”. Idziemy wężykiem po schodach do piwnic, inna grupa w tym czasie przeciska się tymi samymi wąskimi schodami na górę. Rzucamy okiem na celę i wychodzimy, na nic więcej nie ma czasu.

150

Do tego ścisku i tłoku trzeba dodać zachowanie innych zwiedzających. Wszyscy robimy zdjęcia, ja również, ale nie rozumiem, jak można małe dziecko ustawić pod ścianą śmierci i zachęcać je do uśmiechu, żeby zdjęcie ładnie wyszło. Widziałam taki obrazek. Nie byli to Polacy.

149

148

Przewodnik oprowadzający po obozie oficjalnie zwany jest edukatorem. Edukator powinien edukować, czyli przekazywać wiedzę. Cóż, mój przekazywał wiedzę, tyle że podręcznikową. Nie powiedział nic, czego bym nie wiedziała. Każdy z nas sporo wie o obozie w Oświęcimiu – uczą nas o nim od szkoły podstawowej. Na jego temat jest mnóstwo filmów, książek i artykułów. Mógłby więc edukator wyjść poza te znane każdemu szkolne informacje i powiedzieć coś ciekawego. Przecież tam przez lata żyli ludzie, po co redukować ich do liczb – zginęło tylu a tylu. Może źle trafiłam. Gdy w Birkenau mijaliśmy inne grupy, dwa razy udało mi się usłyszeć fragmenty wypowiedzi innych edukatorów. Wychodzili poza podręcznik – mój nie.

151

Między Oświęcimiem a Brzezinką jeżdżą specjalne autobusy. Z mojej grupy do Birkenau pojechała już tylko garstka osób. Edukator przegonił nas wzdłuż rampy, powtórzył te same co w Auschwitz informacje i wreszcie sobie poszedł.

Obóz w Brzezince można zwiedzać samemu. Prawie trzy godziny chodziłam między barakami i tym, co po nich pozostało. Trafiłam do bloku 16a, w którym od grudnia 1942 roku przebywało wraz z matkami kilkadziesiąt dzieci z Zamojszczyzny. W sierpniu 1944 roku ich miejsce zajęło kilkaset dzieci i młodocianych więźniów wywiezionych z Warszawy po wybuchu powstania.

231

232  229

W Internecie znalazłam artykuł My, dzieci z Auschwitz, na który składają się wspomnienia dawnych więźniów. Wśród nich jest Elżunia, numer 85536. Pod koniec lat 60. spotkała się z innymi dziećmi z obozu. „Niektóre twarze pamiętała z pryczy bloku dziecięcego 16a, gdzie któregoś dnia chudziutki mężczyzna w pasiaku namalował dzieciom na ścianie szkołę, drzewko i tornister. Z tornistra zwisała gąbka na sznurku. Po co dziecku gąbka w szkole? – zastanawiała się wtedy. U niej w klasie, jeszcze za okupacji, nikt nie nosił gąbki w tornistrze”.

227

228

Wizyta w Auschwitz-Birkenau powinna wstrząsnąć, a niestety obóz nie zrobił na mnie wrażenia, za co winię fatalną organizację zwiedzania i kiepskiego przewodnika. Skoro skrytykowałam edukatora, to sama muszę napisać coś ciekawego o obozowym życiu. Poszperałam w Internecie i znalazłam trzy ciekawe historie.

Wśród zdjęć więźniów Auschwitz jest fotografia czternastoletniej Czesławy Kwoki. Do obozu trafiła razem z matką 13 grudnia 1942 roku po pacyfikacji Zamojszczyzny. Przyjechały pierwszym transportem z obozu przejściowego w Zamościu. Matka otrzymała numer obozowy 26946, Czesława – 26947. Przeżyły kilka tygodni. Matka zginęła 18 lutego 1943, Czesławę zabito dosercowym zastrzykiem z fenolu miesiąc później.

147

Autorem zdjęć jest obozowy fotograf Wilhelm Brasse. W 2005 roku powstał film dokumentalny Portrecista o jego pracy w Auschwitz. Według relacji Brassego tuż przed zrobieniem zdjęcia Czesława została pobita przez jedną z nadzorczyń: „Była taka młodziutka i tak przerażona. Dziewczynka nie rozumiała, dlaczego tu jest i co się do niej mówi. Więc ta Niemka, kapo, wzięła pałkę i uderzyła ją w twarz. Wyładowała swoją złość na dziewczynie. Taka ładna dziewczynka, taka niewinna. Płakała, ale nic nie mogła zrobić. Przed zdjęciem, dziewczynka wytarła łzy i krew z rozcięcia na wardze. Szczerze mówiąc, czułem się, jakbym sam dostał, ale nie mogłem się wtrącać. Zabiliby mnie. Nigdy nie można było się odezwać”.

146

Brasse zrobił zdjęcia ponad czterdziestu tysiącom więźniów, ale zapamiętał Czesławę. Jej twarz – wystraszona i poraniona – dziś też przykuwa uwagę.
Siedemdziesiąt pięć lat po śmierci dziewczyny brazylijska artystka Marina Amaral pokolorowała jej obozowe zdjęcia. Warto odszukać je w Internecie. Widać na nich czerwony trójkąt, co oznacza, że Czesława była polską katoliczką i… więźniem politycznym. Dziś stała się symbolem wszystkich dzieci zaszeregowanych przez Niemców do kategorii „niepożądany przyrost ludności” i wysłanych do obozów zagłady.

266

Piękna dziewczyna na zdjęciu to Franciszka Mann – primabalerina, która, prowadzona do komory gazowej, zastrzeliła Josefa Schillingera, oficera SS. Nikt dokładnie nie wie, co się wtedy wydarzyło. Według Sofki Zinevieff, autorki książki Tajemnice carskiego dworu. Zapiski czerwonej księżniczki, w przebieralni Franciszka zaczęła robić striptiz, by odciągnąć uwagę strażników. Półnaga, uniosła nogę, by zdjąć but, i obcasem uderzyła w głowę SS-mana. Wyrwała mu pistolet, zaczęła strzelać, po czym znikła w tłumie więźniów.

168

Szlomo Dragon, członek Sonderkommando, zapamiętał to inaczej: „Stała tam pewna kobieta, bardzo elegancko ubrana, razem z córką. W tym czasie w rozbieralni był esesman Schillinger... Kobieta nie chciała się rozebrać do naga i stała w bieliźnie. Schillinger odwrócił się i wrzasnął: „Nie, rozebrać się do naga!”. I wycelował pistoletem w biustonosz. Kobieta zdjęła biustonosz, rzuciła nim Schillingerowi w twarz, ale trafiła go w ramię. Pistolet wypadł mu z ręki na ziemię. Kobieta prędko go podniosła, wycelowała w Schillingera i zastrzeliła go na miejscu. W rozbieralni wybuchła panika...”

169

Jeszcze inną wersję podaje Tadeusz Borowski w opowiadaniu Śmierć Schillingera: „Transport był niespokojny [...]. Toteż SS-manów była cała kupa, a Schillinger, zobaczywszy, co się dzieje, wyciągnął rewolwer. Wszystko poszłoby jak należy, ale Schillingerowi spodobało się jedno ciało, rzeczywiście – klasycznie zbudowane. [...] Podszedł więc do kobiety i wziął ją za rękę. Wtedy naga kobieta nagle schyliła się, zaczerpnęła w dłoń piasku i sypnęła mu w oczy, a kiedy Schillinger, krzyknąwszy z bólu, puścił z ręki rewolwer, kobieta pochwyciła broń i strzeliła Schillingerowi kilka razy w brzuch. Na placu powstała panika. Nadzy ludzie ruszyli na nas z krzykiem. Kobieta wypaliła jeszcze raz do szefa i raniła go w twarz. Wtedy i szef, i SS-mani rzucili się do ucieczki [...]. Schillinger leżał na brzuchu i drapał palcami ziemię z bólu. Podnieśliśmy go i, nie bardzo uważając, przetransportowaliśmy do samochodu. Przez całą drogę jęczał przez zaciśnięte zęby: «O Gott, mein Gott, was hab' ich getan, dass ich so leiden muss?». Po polsku znaczy to: O Boże, mój Boże, cóż ja uczyniłem, że tak muszę cierpieć?”

152

Dziś trudno ustalić, co na prawdę wydarzyło się w obozowej rozbielani w październiku 1943 roku. Zresztą, szczegóły nie są istotne. Ważne, że znalazła się kobieta, która miała odwagę się zbuntować.

Dzięki swojemu czynowi została bohaterką. Wiesław Kielar w książce Anus Mundi pisze: „Ta historia była przekazywana wśród więźniów na różne sposoby i stała się legendą. Bez wątpienia był to heroiczny wyczyn kobiety, która wiedziała, że czeka ją pewna śmierć. Ona dodała siły innym więźniom. Zrozumieliśmy, że choć gdybyśmy spróbowali podnieść rękę na strażników, zginęlibyśmy, ale oni też byli śmiertelni”.

153

I jeszcze jedna historia. Tym razem o mężczyznach: Eugeniuszu Benderze, Kazimierzu Piechowskim, Józefie Lempadzie i Stanisławie Jasterze, czyli więźniach, którzy uciekli z Auschwitz. Ich wyczyn też przeszedł do legendy, bo w całej historii obozów koncentracyjnych nie było ucieczki tak brawurowej. Obóz opuścili w niemieckich mundurach, przejeżdżając samochodem komendanta przez obozową bramę.

156

Inicjatorem ucieczki był Ukrainiec Eugeniusz Bendera, mechanik pracujący w warsztacie samochodowym. Wiele nie ryzykował, bo i tak był na „liście śmierci”. Wymyślił zuchwały plan: zabicie kierownika komanda, przebranie się w mundury SS-manów i ucieczka przez bramę obozu. W plan wtajemniczył Piechowskiego, który raz w tygodniu sprzątał mieszkanie kierownika. Znalazł w nim magazyn zawierający rzeczy niezbędne do realizacji planu Bendery: broń i mundury. Pozostawała sprawa odpowiedzialności zbiorowej więźniów. Niemcy stosowali zasadę: „To nie jest sanatorium, tu trzeba pracować. Jak ktoś ucieknie, to z jego bloku lub komanda dziesięć osób poniesie za to śmierć”. Bendera i Piechowski nie chcieli ratować własnej skóry cudzym kosztem i do końca życia zmagać się z wyrzutami sumienia. Utworzyli więc najmniejsze z możliwych fikcyjne komando – czteroosobowe. W plany ucieczki wtajemniczyli jeszcze dwie osoby – księdza Józefa Lemparda i Stanisława Jastera, licząc, że jeśli ucieknie całe komando, nikt nie poniesie kary. Datę ucieczki ustalili na sobotę, 20 czerwca 1942 roku.

171

Początkowo wszystko szło zgodnie z planem. Przebrani w mundury więźniowie wsiedli do samochodu komendanta. Jednak tuż przed bramą sprawy zaczęły się komplikować, bo strażnicy nie podnieśli szlabanu. Piechowski przywołał ich do porządku nienaganną niemczyzną: „Do jasnej cholery! Śpisz tam dupku czy co? Otwieraj ten szlaban, bo ja ciebie obudzę!”. Poskutkowało – szlaban powędrował w górę, a samochód oddalił się w kierunku Wadowic.

166

Eugeniusz Bendera, Kazimierz Piechowski i Józef Lempard przeżyli wojnę. W ramach reperkusji po ich uciecze Niemcy stracili w Auschwitz matkę Lemparda i rodziców Jastera. On sam walczył w oddziałach Armii Krajowej, był nawet osobistym emisariuszem rotmistrza Pileckiego. Jednak posądzony o zdradę i współpracę z Gestapo, wyrokiem AK został skazany na śmierć.

170

Spośród czterech śmiałków najdłużej żył Kazimierz Piechowski. Zmarł 15 grudnia 2017 roku w wieku dziewięćdziesięciu ośmiu lat. O ucieczce z obozu opowiedział w filmie dokumentalnym Uciekinier oraz książce Byłem numerem... Historie z Auschwitz.

157
Międzynarodowy Pomnik Ofiar Obozu Auschwitz
odsłonięty na terenie byłego niemieckiego obozu Auschwitz II-Birkenau 16 kwietnia 1967 roku.


Są miejscowości, które uparcie nie chcą pokazać mi swojego uroku. Do takich należy Bielsko-Biała. Powszechnie uchodzi za piękne miasto, bywa nazywana „małym Wiedniem”, ale przede mną całą swoją urodę skryła za ciemną i cuchnąca chmurą smogu. Dosłownie łapałam słońce, żeby zrobić chociaż kilka ładnych zdjęć. 

Bielsko i Biała to niegdyś samodzielne miasta, od XIV do XVIII wieku wchodzące nawet w skład dwóch różnych państw. Przez stulecia dzieliła je niewielka rzeka Biała. Była rzeką graniczną między księstwami oświęcimskim i cieszyńskim, potem między królestwami polskim i czeskim, a następnie między Polską i Austrią. Świadectwem oddzielnej przeszłości obu części miasta jest jego herb składający się z dwóch tarcz oraz zróżnicowana zabudowa – wielkomiejska w centrum Bielska i skromniejsza, typowa dla galicyjskich miasteczek w Białej. Od 1951 roku Bielsko i Biała tworzą jedno miasto, a rzeka Biała nie dzieli ich, lecz łączy.

Najważniejszym miejscem Bielska-Białej jest plac Chrobrego z kamienną fontanną, przedstawiająca dwa pluskające się w wodzie golasy.

107

Nad nią góruje okazały zamek. W XIII wieku prawdopodobnie stała tu drewniana strażnica. W drugiej połowie XIV stulecia, czyli za panowania księcia cieszyńskiego Przemysława I Noszaka, wzniesiono murowany zamek. Bronił granicy między Polską a Czechami, dlatego w następnych wiekach stopniowo go rozbudowywano. Przez prawie sto pięćdziesiąt lat mieszkał w nim węgierski ród Sunneghów. Za ich panowania zamek przybrał cechy renesansowe – zyskał arkadowy dziedziniec. Obecną eklektyczną formę otrzymał w połowie XIX wieku, kiedy był własnością swych ostatnich właścicieli – Sułkowskich.

105

106

Do zamku przylega neoromańska kaplica pw. świętej Anny z 1855 roku – mauzoleum rodziny Sułkowskich. Ostatni żywy Sułkowski, książę i ordynat Bielska Aleksander Ludwik, opuścił miasto w 1944 roku. Dziś zamek jest siedzibą muzeum.

108

Z zamkowego wzgórza widać panoramę miasta i gdyby nie pędzące bez przerwy samochody (chyba w żadnym innym mieście nie widziałam ich tak wielu – Bielsko-Biała jest wyjątkowo głośna i smrodliwa), byłaby zachwycająca – prawdziwy „mały Wiedeń”.

130

 141

W dole stoi teatr będący przykładem wielkomiejskiej zabudowy królującej w Bielsku w drugiej połowie XIX wieku. Przypomina Operę Wiedeńską – nic dziwnego, został wzniesiony według projektu wiedeńskiego architekta Emila Rittera von Förstera. Wybudowano go w latach 1889–1890 na terenie dawnych ogrodów zamkowych, ofiarowanym przez księcia Sułkowskiego. Na budowę teatru zrzucili się bogaci mieszkańcy Bielska, którym brakowało kontaktu ze sztuką. Do 1882 roku mogli oglądać przedstawienia w sali teatralnej na piętrze budynku domu cechowego, ale po tragicznym pożarze Ringtheater w Wiedniu, w którym śmierć poniosło prawie czterysta osób, salę zamknięto.

122
Teatr i neobarokowa poczta główna z 1898 roku.

Wspólnie zbudowali więc teatr z prawdziwego zdarzenia. Powstała perełka architektury miejskiej, ozdobiona rzeźbami Apolla oraz muz: Melpomeny i Talii.

123

Pierwsze przedstawienie, Sen nocy letniej Shakespeare’a, wystawiono 30 września 1890 roku po niemiecku. Było to zgodne z deklaracją założycielską teatru: „Niech nowy teatr stanie się domem niemieckiej sztuki”. Pierwszy spektakl w języku polskim wystawiono dopiero w latach 20. XX wieku.

Przed teatrem stoi replika XIX-wiecznego żeliwnego wodotrysku, ufundowanego przez barona Karola von Schwartza z okazji zakończenia budowy wodociągu miejskiego w Bielsku oraz romantyczna ławeczka dla zakochanych.

124

Z placu Bolesława Chrobrego wychodzi reprezentacyjna ulica 3 Maja, łącząca okolice zamku z dworcem kolejowym. Większość stojących wzdłuż niej wielkomiejskich kamienic wzniesiono w latach 1890–1939. Jedną z piękniejszych budowli jest luksusowy Hotel President, zbudowany w 1893 roku według projektu najsłynniejszego bielskiego budowniczego Karola Korna. Dawniej, na cześć Franciszka Józefa I, zwano go Cesarskim. Nazwę na President zmieniono w 1922 roku. Jedni twierdzą, że chciano w ten sposób uczcić pamięć pierwszego prezydenta odrodzonej Rzeczypospolitej Gabriela Narutowicza, drudzy, że nazwę zmieniono na cześć prezydenta USA Thomasa Woodrowa Wilsona, który 8 stycznia 1918 roku ogłosił konieczność powstania niepodległej Polski z dostępem do morza.

128

W hotelu zamożni goście mogli przenocować w jednym z pięćdziesięciu wyposażonych we wszelkie wygody pokoi, a w ramach rozrywki obejrzeć film w sali kinowej, najprawdopodobniej pierwszej na ziemiach polskich. Filmy wyświetlano zaledwie parę miesięcy po paryskiej premierze.

Obok hotelu stoi pomnik Syrenki ustawiony tu w 1954 roku przez Stołeczny Fundusz Odbudowy Stolicy jako podziękowanie za pomoc finansową mieszkańców Bielska-Białej przy odbudowie Warszawy.

129

Ulica 3 Maja prowadzi na dworzec kolejowy Bielsko-Biała Główna. Budynek był dumą dziewiętnastowiecznego Bielska. Wybudował go w 1889 roku Karol Korn, według projektu Karola Schulza, w ciągu zaledwie stu czterdziestu dni. Podróżnych wita napis: „C.K. Uprzywilejowana Kolej Północna Cesarza Ferdynanda”. Wnętrze dworca zdobią polichromie w stylu pompejańskim wykonane przez wiedeńskich artystów.

 140

Wracajmy na plac Chrobrego. Stamtąd ulicą Podcienia można dojść na rynek, wytyczony kamienicami z XVII, XVIII i XIX wieku.

117

118

Na rynku stoi przedziwna kompozycja. Składają się na nią: stająca pośrodku fontanny figura Neptuna, prowadzące do niej podświetlane schodki, mostek, pod którym płynie woda, i ceramiczna makieta rynku.

115  116   

Nieopodal stoi kopia dziewiętnastowiecznej figury świętego Jana Nepomucena, której oryginał znajduje się w katedrze. 

113

114
Najokazalsza na rynku kamienica to dawny Pilsner-Hof (zajazd Pilzneński) z 1912 roku.

Katedra wznosi na placu świętego Mikołaja. Stoi na miejscu dawnego kościoła gotyckiego. Na przełomie XVI i XVII wieku świątynia należała do luteranów. Wielokrotnie ją przebudowywano, ostatni raz na początku XX stulecia. Wówczas to wiedeński architekt, Leopold Bauer, nadał jej nowoczesny kształt.

110

Kościół zdobią okazały romański portal i wysoka na sześćdziesiąt jeden metrów wieża, przypominająca kampanilę stojącą na placu świętego Marka w Wenecji.

111

112

Ulica Kręta prowadzi z rynku na plac Marcina Lutra, na którym stoi odlany z brązu, jedyny w Polsce pomnik przywódcy reformacji. Dzieło wiedeńskiego rzeźbiarza, Franza Vogla, postawiono w 1900 roku.

134

Wokół placu Lutra skupia się życie religijne, kulturalne i społeczne ewangelików z Bielska-Białej i okolic. Miejsce to często nazywane jest Bielskim Syjonem. Po raz pierwszy nazwy tej użył w 1782 roku pastor Traugott Bartelmuss, który chciał, by przypominała o Świątyni Pańskiej w Jerozolimie. Syjon tworzyły kościół, stara, nieistniejąca dziś szkoła i nowa szkoła – obecnie plebania. Na północ od budynków w 1832 roku wytyczono cmentarz.

Ewangelicki kościół Zbawiciela wzniesiono pod koniec XVIII wieku. Potem dobudowano do niego wieżę, a w 1881 roku przebudowano w stylu neogotyckim.

131   132

Najmłodszym budynkiem na Bielskim Syjonie jest gmach Ośrodka Wydawniczego Augustana. Mieści się tu również siedziba biskupa luterańskiej diecezji cieszyńskiej.

W 1948 roku przy ulicy Cieszyńskiej utworzono Studio Filmów Rysunkowych, w którym przez lata powstawały przygody Bolka i Lolka oraz Reksia. Dziś Bielsko-Białą zdobią ich figurki. Bolek i Lolek stoją przed głównym wejściem do centrum handlowego Sfera,

127

a Reksio – przy ulicy 11 listopada.

126

Ulica 11 listopada łączy Bielsko z Białą. Obecny plac Wojska Polskiego był kiedyś rynkiem Białej. We jego wschodniej pierzei stoi secesyjny Dom pod Żabami – najsłynniejsza kamienica w mieście. Wzniesiono ją w 1903 roku i ozdobiono figurami żab. Jedna z fajeczką w łapce popija winko, druga przygrywa na mandolinie. Niegdyś w kamienicy mieściła się winiarnia.

136

Stamtąd już niedaleko na plac Ratuszowy, dawniej świński targ. Wznosi się na nim neorenesansowy ratusz z 1897 roku zaprojektowany przez Emanuela Rosta – ogromna trzykondygnacyjna budowla nakryta mansardowym dachem. Zdobią ją liczne dekoracje, wśród których wyróżnia się rzeźba przedstawiająca grecką boginię Ejrene trzymającą róg obfitości i stojącego obok Plutosa, boga bogactwa. Nad nimi umieszczono płaskorzeźbę pszczoły symbolizującą pracowitość i zapobiegliwość.

138

137.

Najcenniejszym zabytkiem Białej jest kościół pw. Opatrzności Bożej, barokowa świątynia z dwiema wieżami wzniesiona przez jezuitów w drugiej połowie XVIII wieku – jedna z najpiękniejszych barokowych świątyń Podbeskidzia. W miejscu, gdzie stoi, w 1708 roku burmistrz Białej i jednocześnie jej najbogatszy kupiec Baltazar Damek ufundował kaplicę katolicką. Chciał w ten sposób podziękować opatrzności za uratowanie z rąk szwedzkiego żołnierza.

119

We wnętrzu świątyni jest ciekawa rokokowa ambona w kształcie łodzi.

120  121

W granicach Bielska-Białej jest Szyndzienia. Wjechałam na nią i spędziłam jeden dzień w górach. Jeden jedyny, ale za to jaki – słoneczny, cieplutki i bardzo, bardzo długi. Zaczął się wcześnie, bo na Szyndzielnię wjechałam niemal w pierwszym tego dnia wagoniku, a właściwe w gondoli. Kolejkę oddano do użytku w 1953 roku (jako drugą w Polsce; pierwszą była ta na Kasprowy). Tak, tak, ludzie ledwo otrząsnęli się z wojennego szoku, Polska dźwigała z ruin, a na Szyndzielnię już mknęły wagoniki. Dzięki nim do dziś Szyndzielnia jest jednym z najpopularniejszych szczytów Beskidu Śląskiego, bo po co się wdrapywać, skoro można wjechać i podziwiać. A jest co podziwiać…

 085

Na Szyndzielni stoi schronisko, wyglądem nawiązujące do alpejskich. Jego budowę rozpoczął bielski oddział Beskidenverein w 1896 roku, po tym jak schronisko na pobliskim Klimczoku w dniu otwarcia poszło z dymem. Na Szyndzielni stanęło więc schronisko niełatwopalne, czyli murowane. Budynek ozdobiono wieżą, w której zainstalowano stację meteorologiczną.

084

Schronisko przetrwało obie wojny światowe. W czasie ostatniej koszarował w nim Wehrmacht. Po jego ucieczce budynek ograbili i zdewastowali szabrownicy, ale Polskiemu Towarzystwu Tatrzańskiemu z Bielska starczyły dwa miesiące, by przygotować go na przyjęcie pierwszych powojennych turystów. Generalny remont i rozbudowę przeprowadzono w latach 50. i drugi raz w 80., gdy pożar strawił dach wieżyczki i budynku głównego.

083

Wspomniane schronisko na Klimczoku stoi zaledwie dwa kilometry dalej na południe. Były to najdłuższe dwa kilometry w moim życiu. Szłam i szłam, a właściwie wlokłam się, żeby nacieszyć oczy widokami.

086

087

Schronisko na Klimczoku wbrew swojej nazwie nie stoi na Klimczoku, ale na sąsiadującej z nim Magurze.

091
Magura.

Nazwa Klimczok pochodzi od nazwiska zbójeckiej bandy braci Wojciecha, Mateusza i Jan Klimczaków, grasującej w XVII wieku na Żywiecczyźnie i w Beskidzie Śląskim. Bracia wsławili się zuchwałymi napadami na karawany kupieckie, dwory, a nawet na sam Żywiec. Złupione dobra przechowywali między innymi w niedostępnych rejonach Klimczoka.

090
Magura.

Jeden z braci zakochał się – z wzajemnością – w bogatej szlachciance, Klementynie Sułkowskiej z Bielska. Jak można się domyślić, rodzice panienki nie byli tym zachwyceni. Żeby nie doszło do mezaliansu, postanowili wydać ją za wiedeńskiego księcia. Nieszczęsny Klimczak uciekł w góry. Myślał, że ukoją jego zranione serce i pomogą zapomnieć o dziewczynie – przecież wiadomo, że co z oczu, to z myśli i z serca. Z pasją oddał się więc zbójeckiemu rzemiosłu, bez litości łupił bogatych i (nie)oddawał biednym – beskidzcy zbójnicy nie mieli nic wspólnego ze szlachetnym Janosikiem. Jednak o Klementynie zapomnieć nie umiał. Porwał ją więc prawie sprzed ołtarza i uprowadził w góry. Zamieszkali w dworze zwanym „Klementynówka” wybudowanym pod szczytem dzisiejszego Klimczoka. Żyli szczęśliwie, ale niezbyt długo, bo dziewczyna zatęskniła za rodzicami. Klimczak sprowadził ją w dolinę. Nie wiedział, że za jego głowę wyznaczono sutą nagrodę. Cóż, nagroda trafiła do jednego z chciwych wieśniaków, a Klimczak trafił na hak, który – zgodnie ze zwyczajem – wbito mu pod poślednie żebro.

243
Klimczok.

To legenda, ale faktycznie jeden z braci, Wojciech, zginął w ten sposób na rynku w Oświęcimiu. Drugi, Mateusz, zawarł znajomość z katem w Krakowie. I tylko Jan został przez swego imiennika, Jana Kazimierza, uniewinniony w nagrodę za pomoc, jakiej udzielił królewskiemu orszakowi zaatakowanemu przez Szwedów.

Pierwszym schroniskiem na Magurze, czyli w miejscu dzisiejszego schroniska na Klimczoku, był domek myśliwski wzniesiony przez nadleśniczego Friedericha Suttera. Nosił nazwę „Klementynówka”, ale nie od imienia pięknej żony zbójnika Klimczaka, z domu Sułkowskiej, lecz od imienia właścicielki dóbr Klementyny von Primavesi.

089

Początkowo służył myśliwym. Schroniskiem turystycznym stał się dopiero w ostatnim dziesięcioleciu XIX wieku dzięki niemieckiemu towarzystwu Beskidenverein. Po raz pierwszy miłośników gór wpuszczono do niego 5 maja 1895 roku. Nie zabawili w nim długo, bo tuż po uroczystym otwarciu w schronisku wybuchł pożar. Działacze przystąpili do odbudowy i już dwadzieścia dni później nastąpiło kolejne uroczyste otwarcie. Ogień trawił schronisko jeszcze dwa razy, w 1910 i 1913 roku. Tego już było dla działaczy za wiele. Zbudowali schronisko murowane.

088

Po I wojnie światowej schronisko pozostało w rękach niemieckich, a Polacy nie byli w nim mile widziani, zwłaszcza w sezonie letnim 1939 roku, gdy okolice zaroiły się od niemieckich dywersantów. Pierwsi powojenni turyści – tym razem polscy – pojawili się w nim zaledwie miesiąc po ustąpieniu Niemców.

 093

094

097

098

Z Klimczoka zeszłam do Bystrej, gdzie mieści się muzeum Juliana Fałata, malarza śnieżnych krajobrazów i scen myśliwskich. Pochodził z niezamożnej rodziny. Gdy miał szesnaście lat, wyjechał do Krakowa, by uczyć się malarstwa. Nie miał pieniędzy na farby olejne, wybrał więc tańsze akwarele. W malowaniu nimi osiągnął mistrzostwo.

059
Autoportret.

Muzeum zajmuje zabytkową willę artysty zwaną „Fałatówką”. Malarz kupił ją w 1909 roku. Był to okres młodej polski. Artyści, zafascynowani kulturą ludową, jeździli na Podhale. Fałat też planował kupić dom w Zakopanem lub Poroninie, ale zachorował na gruźlicę i w 1902 roku przyjechał do Bystrej na leczenie. Powietrze mu służyło, krajobrazy zachwyciły. Kupił więc dom, a w ogrodzie obok figurki Chrystusa postawił modrzewiową pracownię, w której jako jeden z pierwszych zaczął malować Beskidy. Choroba nie była jedynym powodem ucieczki w góry. Kiedy w 1893 roku umarł Jan Matejko, Fałat zajął miejsce rektora krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych. Od razu zabrał się za jej gruntowną reorganizację. Przysporzyła mu wielu wrogów, zarówno wśród pracowników, jak i studentów. Ich strajk w 1910 roku zmusił Fałata do odejścia z uczelni.

055

W Bystrej zamieszkał z żoną, dwadzieścia sześć lat od niego młodszą hrabianką Marią Luizą Comello de Stuckenfeld, i trojgiem dzieci: Heleną, Lucjanem i Kazimierzem. Przez pierwsze lata malarz czuł się w Bystrej doskonale – wiele malował, nie tylko beskidzkie krajobrazy, lecz także portery mieszkańców. Z wieloma był zaprzyjaźniony, zapraszali go na chrzciny i wesela. Do „Fałatówki” zjeżdżali przyjaciele: Jacek Malczewski, Wojciech Kossak, Kornel Makuszyński, Ignacy Paderewski.

056

Za Bystrą natomiast nie przepadała żona malarza. Skromna willa w górach nie przypadła do gustu spokrewnionej z Habsburgami arystokratce. Brakowało jej słońca i rozrywek, do których przywykła, bywając w wielkim świecie. Często więc wyjeżdżała w cieplejsze rejony Europy. Na początku I wojny światowej pojechała z dziećmi do Karlowych Warów i tam, mając zaledwie trzydzieści siedem lat, zmarła w niewyjaśnionych okolicznościach. Kilka lat późnij Fałat stracił syna Lucjana.

057

Pogrążony w smutku malarz zamknął się w swojej pracowni. Zaczął malować coraz więcej i coraz gorzej. Mieszkał w Bystrej blisko dwadzieścia lat. Zmarł 10 lipca 1929 roku. Właścicielami willi zostały jego dzieci: Helena i Kazimierz.

060
Popiersie Fałata autorstwa Bronisława Krzysztofa, rzeźbiarza z Bielska-Białej.

Córka przez kilka lat była żoną znanego aktora Igo Syma. Poznali się na początku 1920 roku, pobrali kilka miesięcy później. Mieli syna, ale ich małżeństwo nie było udane. Sym nie był w stanie zapewnić Helenie luksusów, w jakich wyrosła, a pomoc teściów upokarzała go. Helena odeszła więc od niego i zabrała małego Julka. Chłopak, podobno bardzo uzdolniony muzycznie, zmarł na zapalenie opon mózgowych. Po jego śmierci Helena odebrała sobie życie. Igo Sym nigdy nie związał się na stałe z inną kobietą. W czasie II wojny światowej współpracował z Gestapo, za co zginął z rąk żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego.

058

Z rodziny Fałatów pozostał jedynie Kazimierz. Do 1943 roku zajmował się willą. Pokoje wynajmował letnikom lub członkom Towarzystwa Przyjaciół Bystrej Śląskiej. Pod koniec wojny walczył w armii niemieckiej. Po wyzwoleniu nie wrócił do kraju, zamieszkał w Wielkiej Brytanii.

Po wojnie „Fałatówka” została przejęta przez państwo jako mienie poniemieckie. Zmienne były jej losy. Była siedzibą Urzędu Bezpieczeństwa, przedszkola, domu wczasowego, przerobiono ją na mieszkania czynszowe. Pamiątki po malarzu rozgrabiono. W latach 60. pomyślano, by w willi utworzyć muzeum artysty. Otwarto je 5 sierpnia 1973 roku, niemal w sto dwudziestą rocznicę urodzin Juliana Fałata. Nie zobaczymy w nim pierwotnego wystroju wnętrz. Zachowały się nieliczne meble, bibeloty, fotografie i dokumenty, no i przede wszystkim obrazy.

Zgodnie z panującą modą na ławeczki Fałat ma też swoją w Bystrej. Siedzi w charakterystycznym kapeluszu z pędzlem i paletą w dłoniach – szkoda tylko, że nie przed „Fałatówką”, ale pod Gminnym Ośrodkiem Kultury „Promyk” . 

061

Wiedziałam, że niedaleko Bystrej, w Mikuszowicach, dzielnicy Bielska-Białej, stoi stareńki, modrzewiowy kościółek pw. świętej Barbary. Oczywiście planowałam go zobaczyć, ale nie przewidziałam, że jest… po drugiej stronie obwodnicy. Gdyby jej nie zbudowali, doszłabym do niego w ciągu kilku minut. Ale niestety zbudowali i żeby przejść na jej drugą stronę, musiałam iść kilka kilometrów (po całym dniu łażenia po górach, wprawdzie niewysokich, ale jednak górach), a potem wracać. Szczęśliwie wyplątałam się jakoś z tej obwodnicy i do kościoła dotarłam pod koniec mszy, czyli w doskonałej porze. Po wyjściu wiernych mogłam kościółek spokojnie obejrzeć. Jest piękny.

 099

Zbudowano go w 1690 roku, jest więc jednym z najstarszych drewnianych świątyń w okolicy. Wnętrze zdobi osiemnastowieczna kolorowa polichromia wykonana przez mistrza Johanna Mentila. Składają się na nią sceny z legend o patronce świątyni. Wszystkie są podpisane po polsku, ówczesną gwarą ludową. Najcenniejszym zabytkiem kościoła jest gotycka figura Matki Bożej z Dzieciątkiem z 1420 roku, pozłacana i wykonana z drewna lipowego.

100

101  102

Tak skończył się długi, długi dzień – byłam skonana, ale szczęśliwa.

W końcu polubiłam tę Bielsko-Białą, ale nie z powodu wycieczki na Szyndzielnię czy pięknego starego kościółka, lecz psa z niedowładem tylnych łap i dwojga nastolatków. Chodząc po uliczkach wokół rynku, zauważyłam chłopaka, który mówił coś do psa i próbował skłonić go do chodzenia. Pies z wysiłkiem robił kilka kroków, po czym padał na tylne łapy. W końcu chłopak wziął go na ręce, przytulił, gładził. Myślałam, że wyprowadzał swojego psiego staruszka na spacer. Okazało się, że nie. Do chłopaka podeszła dziewczyna i zaczęli rozmawiać. Z ich rozmowy wynikało, że to pies przybłęda, bezdomny, może wyrzucony, bo stary i chory. Głupio mi było stać i gapić się na nich, więc nie wiem, co z nim zrobili, ale bez wątpienia ich zainteresowanie psem było szczere. Tak dużo pisze się teraz o okrucieństwie wobec zwierząt, że postanowiłam opisać tę historię: być może były to ostatnie dni tego psa, ale dzięki tym młodym ludziom, nie zdechł na ulicy.


Pszczyna – zielona enklawa na Śląsku. Nie ma tu kopalń ani dymiących kominów, jest za to uroczy rynek, maleńki skansen, ogromny park i przebogaty pałac.

Na początku XII wieku Kazimierz Sprawiedliwy przekazał Pszczynę Mieszkowi Plątonogiemu, piastowskiemu władcy Opola i Raciborza. W następnym stuleciu Pszczyna otrzymała prawa miejskie. Jej stare miasto do dziś zachowało średniowieczny układ przestrzenny z rynkiem i ulicami w układzie szachownicowym, bo chociaż trapione pożarami, odbudowywało się wciąż w takim samym kształcie: wygląd budynków zmieniał się w zależności od epoki, ale ich lokalizacja już nie.

039

Przy rynku stoi neobarokowy zbór ewangelicki. Pierwszą świątynię dla gminy ewangelickiej wzniesiono w połowie XVII wieku dzięki Erdmannowi Promnitzowi. Wybudowano ją razem ze szkołą i mieszkaniem dla nauczycieli. Po pożarze, który w 1905 roku strawił kościół, odbudowano go jako neobarokowy gmach, z zewnątrz kojarzący się raczej z budynkiem świeckim: mansardowy dach, portal z dwiema jońskimi kolumnami, wielkie okna na pierwszym piętrze. Po północnej stronie zdobi go wieża przykryta miedzianym hełmem.

036

Ramię w ramię z kościołem stoi ratusz, od trzech wieków siedziba władz miejskich. Jeszcze na początku XVIII stulecia był zwykłą kamienicą należącą do Anny Marii i Mateusza Janików. Gdy Anna Maria owdowiała, miasto kupiło od niej kamienicę za 110 złotych reńskich. Kilka lat później dobudowano do niej niewielką wieżę, na której umieszczono zegar. Obecny neorenesansowy kształt ratusz zyskał w latach międzywojennych.

Codziennie w południe z ratuszowego okna rozbrzmiewa hejnał wykorzystujący motyw miejscowej piosenki ludowej:

„Ejże, ejże, dziołchom dziubka dejże dziadu, dziadu, dziaduleńku dziołchom dziubka dejż
Ejże, ejże synkom kryjom dejże dziadu, dziadu, dziaduleńku synkom kryjom dejże.”

041

Z tyłu za świątynią ewangelicką i ratuszem kryje się parafialny kościół pw. Wszystkich Świętych. Pierwsza wzmianka o nim pochodzi z 1326 roku. Świątynia kilkakrotnie płonęła w pożarach nękających miasto. Po wielu przebudowach nie należy do zabytków wysokiej klasy, niemniej wnętrze prezentuje się ciekawie.

037
Kościół pw. Wszystkich Świętych – biała wieża za ratuszem.

047

Pod kościołem znajduje się krypta, w której złożono doczesne szczątki członków rodu Promnitzów.

046

Turystów do Pszczyny przyciąga jednak okazały pałac. Już w średniowieczu wzniesiono tu gotycką warownię. Od momentu powstania nad zamkiem czuwała opatrzność. W XV wieku obronną ręką wyszedł z najazdu husytów. Potem wprawdzie zniszczył go pożar, a wygląd zmieniły liczne przebudowy, ale przetrwał większe dziejowe zawieruchy.

W XVI wieku Pszczyna znalazła się w rękach Promnitzów, śląskiego rodu magnackiego, a w drugiej połowie XVIII stulecia – pruskiej rodziny książęcej, Anhalt-Köthen-Pless. Kolejni właściciele przebudowywali zamek zgodnie z własnymi gustami i modami panującymi w architekturze. Za czasów Promnitzów stał się rezydencją renesansową (pozostała po niej jedynie Brama Wybrańców), a potem barokową. W XVIII wieku zamek stracił swój obronny charakter – stał się pałacem.

035
Brama Wybrańców.
Jej nazwa pochodzi od wybrańców, czyli członków książęcej straży zamkowej, wybranych, bo umieli posługiwać się branią.

Zazwyczaj było ich od dziesięciu do dwunastu.
Wszyscy uzbrojeni byli w halabardy i miecze, później w szable i karabiny.

000
Zamek w porannej mgle.

Wspaniałą rodową siedzibę uczynili z niego ostatni właściciele Pszczyny – bajecznie bogaci książęta Hochberg von Pless, zawdzięczający swój majątek śląskim kopalniom i hutom. Osiedli w niej w 1847 roku i mieszkali aż do zakończenia II wojny światowej, mimo że po powstaniach śląskich i plebiscycie w 1921 roku Pszczyna znalazła się w granicach Polski.

001

Dzisiejszy kształt pałacu to zasługa Jana Henryka XI Hochberga von Pless, urzędującego w nim najdłużej, bo aż pięćdziesiąt dwa lata. Jego przebudowę zlecił francuskiemu architektowi Hipolitowi Destailleur, nakazując, by wzory czerpał z epoki Ludwika XIV „Króla Słońce”. Dzięki temu podziwiać dziś możemy przepiękny westybul z paradną klatką schodową, wzorowaną na Schodach Królowej z Wersalu, wspaniałą, wysoką na dwie kondygnację salę lustrzaną z iluzorycznymi malowidłami i kryształowymi, największymi w Europie lustrami (każde ma czternaście metrów kwadratowych) oraz apartamenty ozdobione stiukami, złoconymi boazeriami i sztukateriami – wszystkie urządzone z przepychem i dbałością o szczegóły. Stoją w nich meble i przedmioty codziennego użytku, z których korzystali książęta z rodu Hochbergów, bo pałac w Pszczynie jest jedną z nielicznych wielkopańskich rezydencji na ziemiach polskich, które w niemal niezmienionej formie przetrwały do naszych czasów.

010
Paradne schody wykonane z szarego piaskowca, bogato zdobione kolorowymi sztukateriami.
Na ścianie wisi gobelin wykonany w pierwszej połowie XVII wieku w Brukseli.
Jest on darem carycy Katarzyny II dla jej kuzyna, księcia pszczyńskiego Fryderyka Erdmanna Anhalta.

004

To prawdziwy cud, zważywszy że w latach II wojny światowej Niemcy założyli w pałacu szkołę Wehrmachtu, a potem Armia Czerwona zmieniła go w przyfrontowy szpital. Szczęśliwie przed wkroczeniem wojsk radzieckich pochowano co cenniejsze przedmioty. W nienaruszonym stanie przetrwały więc meble, fotografie, dokumenty, jadłospisy, obrazy, oryginalne żyrandole, gobeliny, złocone boazerie, szafki dekorowane żółwimi skorupami i wspomniane już największe lustra Europy.

005

W 1946 roku w pałacu utworzono muzeum, które pięćdziesiąt lat później otrzymało dyplom honorowy organizacji Europa Nostra z siedzibą w Hadze, która zajmuje się ochroną dziedzictwa europejskiego i środowiska naturalnego. Uzasadnienie głosi: „Za pieczołowite odtworzenie wnętrz zamku z ich wyposażeniem, oparte na wnikliwych historycznych badaniach, które przywróciły blask początku XX wieku”.

007

Najsłynniejszymi mieszkańcami pszczyńskiego pałacu byli Jan Henryk XV Hochberg i jego, pochodząca z Anglii, żona, księżniczka Maria Teresa Cornwallis-West, jedna z najurodziwszych kobiet swoich czasów. Zwano ją Daisy, czyli Stokrotka, od kwiatków wpinanych we włosy.

 013
Salon księżnej Daisy.

My zachwycamy się pałacowymi wnętrzami, ale na Daisy nie zrobiły one dobrego wrażenia: „Wspaniały porządek reprezentacyjnych przestrzeni z ciężkim bogactwem luksusu, ale bez komfortu i wygody”. Brak wygody dotyczył higieny – dopiero za jej sprawą pokoje gościnne zostały wyposażone w łazienki.

021  022

Nieco krytyczny stosunek pięknej pani do pałacu wynikał zapewne z jej rozczarowania małżeństwem, trudną do przyjęcia pruską mentalnością oraz restrykcyjnymi zwyczajami panującymi za dworze Hochbergów. Daisy nie mogła pojąć, dlaczego do posiłków usługuje im trzydziestu lokajów, służący otwierają przed nią drzwi, a pałac opuszczać może jedynie w powozie. Z drugiej strony pruscy arystokraci z trudem akceptowali jej maniery. Podczas festynów i bali charytatywnych zabawiała publiczność, dając minikoncerty, co wprawiało Prusaków w konsternację.

027

025
Sala lustrzana.

Daisy męczyła się w pszczyńskim pałacu przez kilkanaście lat. Potem – z wzajemnością – zakochała się w cesarzu Wilhelmie II i rozwiodła z mężem. Po opuszczeniu Pszczyny zamieszkała w zamku w Książu i żyła tam spokojnie, dopóki nie wyrzucili jej z niego hitlerowcy.

009

W pszczyńskim pałacu w 1985 roku Filip Bajon nakręcił Magnata i jego telewizyjną wersję Białą wizytówkę. Do historii kinematografii weszła słynna erotyczna „scena makowa” w wykonaniu Grażyny Szapołowskiej i Bogusława Lindy, rozgrywająca się na rozłożonych makowcach. Niektóre źródła podają jednak, że nagrano ją w łódzkim studiu, gdzie wiernie odtworzono pszczyńską kuchnię.

014

015

Telewizyjny wątek kulinarny pojawił się też za sprawą Roberta Makłowicza, który w pałacowej bibliotece gotował zupę pokrzywową, wiedeński sznycel oraz strudel z jabłkami. Przyrządził je według przepisów kucharzy książąt pszczyńskich.

Pałac w Pszczynie otoczony jest rozległym parkiem, który przecina rzeka Pszczynka. Wśród zieleni kryją się ciekawe budowle: romantyczne mostki, herbaciarnia oraz groby członków rodziny Anhalt i Hochberg, w tym Jana Henryka XV i księcia Bolka, czyli męża i najmłodszego syna księżnej Daisy.

048
Romantyczny mostek.

045
Stajnie książęce.

 051
Brama chińska.

050
Groby Anhaltów.

Na obrzeżach parku jest malutki, ale wart odwiedzenia skansen. To Zagroda Wsi Pszczyńskiej powstała w latach 70. ubiegłego wieku dzięki Towarzystwu Miłośników Ziemi Pszczyńskiej, które chciało ocalić ostatnie w regionie drewniane wiejskie budowle.

052

Przeniesione do skansenu, reprezentują wszystkie typy budynków z XVIII–XIX wieku. Mamy więc szopę na siano, stodołę, masztalnię, wozownię, spichlerz, kuźnię, młyn, ule i oczywiście chałupkę, jak z bajki. Na rozstaju dróg stoi kapliczka, przy budzie waruje słomiany kundel, na wozie drabiniastym kwitną kwiaty, a w stawie siedzi wodnik – urocze, ciche, zatopione w zieleni miejsce.

Lesiste okolice Pszczyny od zawsze kusiły myśliwych. Polowano na jelenie, bażanty, a za czasów ostatnich właścicieli, również na żubry. Pierwsze cztery żubry sprowadził do Pszczyny Jan Henryk Hochberg, który chcąc uświetnić łowy, ubił interes z rosyjskim carem – oddał za nie kilka jeleni.

029
Żubr Kader pochodzący z Puszczy Niepołomickiej. Zagrał w filmie Magnat. Do muzeum trafił w 1986 roku.

Książę wynalazł też plessówkę, najsłynniejszy pszczyński róg. Sygnał myśliwski grany na rogu rozpoczynał każde polowanie. Był różny, w zależności od rodzaju zwierzyny, którą planowano ubić. Naśladował odgłosy ptaków lub zwierząt, tętent koni, nawet wystrzały strzelby. Za czasów Jana Henryka grano Pożegnanie żubra z knieją. Grać grano, ale żubry wcale się z knieją nie żegnały, wręcz przeciwnie, czuły się w niej świetnie i mnożyły na potęgę. Skromne rosyjskie stadko pod koniec I wojny światowej zwiększyło liczebność do siedemdziesięciu czterech sztuk. Pszczyńskie żubry przyczyniły się też do odnowienia gatunku w Białowieży. Przywieziony tam w 1936 roku żubr Plish doczekał się licznego potomstwa.

033

Żubry znów mieszkają w Pszczynie. Objęte ochroną, żyją na terenie rezerwatu. Można je obejrzeć w czasie karmienia. Udało mi się podejść całkiem blisko.

 053

054

Rezerwat z żubrami dzielą muflony, daniele i jelenie oraz lis, który miotał się w maleńkiej klatce.


W odróżnieniu od Bielska-Białej Cieszyn spodobał mi się od pierwszego wejrzenia. Jak zresztą może nie podobać się miasto, jeśli pierwszym miejscem, jakie w nim zobaczyłam, była Uliczka Cieszyńskich Kobiet, jedyna taka w Polsce. Znaczą ją lampiony-pomniki poświęcone zasłużonym mieszkankom miasta. Uliczkę zaprojektowały Sabina Knapczyk i Ola Satława. O swoim projekcie powiedziały: „Obiekty przybrały najprostsze formy sześcianów, by cała uwaga widza skupiła się na obcowaniu z niezwykłymi kobietami, ich życiorysami [...]. W mroku świecą... może wskazują drogę dosłownie i w przenośni?”. Uliczka Cieszyńskich Kobiet została otwarta w 2010 roku. Trzy lata później oddano jej drugą część.

244

Również, odwrotnie niż Bielsko-Biała, Cieszyn był kiedyś jednym miastem, a teraz jest dwoma, w dodatku leżącymi po dwóch stronach granicy. W 1920 roku międzynarodowa Rada Ambasadorów podzieliła sporny obszar Śląska Cieszyńskiego między Polskę i Czechosłowację. Przynajmniej raz mieliśmy szczęście, bo trafiło nam się piękne, pełne zabytków Stare Miasto.

Cieszyn założyli w 810 roku trzej synowie słowiańskiego księcia Lecha: Bolko, Leszko i Cieszko. Po długiej rozłące spotkali się u miejscowego źródła i wspólnie postanowili zbudować gród, a że spotkanie po latach sprawiło im ogromną radość, nadali mu nazwę Cieszyn.

206

Miejsce, gdzie się ujrzeli, istnieje do dziś – to Studnia Trzech Braci.

205

To oczywiście legenda, ale nie ulega wątpliwości, że Cieszyn jest jednym najstarszych, obok Kalisza i Gniezna, polskich miast. Od VIII do XI wieku był tu słowiański gród obronny zwany Starym Cieszynem lub Cieszyniskiem. Powstał na Zamkowej Górze – dziś cichej, spokojnej, ocienionej drzewami, z pięknym widokiem na czeską stronę miasta. Warto zatrzymać się tam na chwilę.

Początkowo gród był drewniany, potem zaczęto wznosić budowle murowane. Z chwilą, gdy w XIII wieku powstało samodzielne księstwo cieszyńskie rozpoczęła się intensywna rozbudowa Zamkowej Góry. W latach panowania Kazimierza I, a przede wszystkim Przemysława I Noszaka, powstała gotycka rezydencja, godna książąt udzielnych.

Do naszych czasów przetrwała romańska rotunda świętego Mikołaja i świętego Wacława – okrągła, zbudowana z płaskich, wapiennych ciosów i łupanego kamienia, sięgająca piętnastu metrów wysokości. Kiedyś pełniła funkcję książęcego kościoła. Legenda głosi, że założyli ją apostołowie państwa wielkomorawskiego, Cyryl i Metody.

173

Dzięki lokalizacji na odosobnionym wzgórzu zamkowym rotunda przetrwała, nie wygląda jednak jak za dawnych czasów, bo kilkakrotnie ją przebudowywano. Dawne cechy romańskie zaczęli przywracać rotundzie Niemcy w czasie II wojny światowej – usunęli bardziej rażące przeróbki. Całkowita rekonstrukcja budowli nastąpiła w latach 50. XX wieku.

174

Dziś cieszyńska rotunda jest najcenniejszym zabytkiem Śląska i jedną z najpiękniejszych budowli romańskich w Polsce. Uwieczniono ją na banknocie dwudziestozłotowym.

Obok rotundy stoi okrągła wieża ostatecznej obrony. Wzniesiono ją prawdopodobnie w drugiej połowie XIII wieku. Jej dolne kondygnacje zajmowało więzienie, a wyższe pełniły funkcje mieszkalno-strażnicze. W XIV wieku wieża, włączona w mury obronne, stała się jedną z baszt narożnych. W 1914 roku na jej miejscu wybudowano sztuczne ruiny, tworząc romantyczny zakątek w zamkowym parku. Prowadzone na początku obecnego stulecia prace archeologiczne przywróciły jej pierwotny wygląd.

176

W XI wieku wzniesiono wieżę piastowską, czyli stołp, ostatni bastion dawnego zamku książęcego, służący również jako skarbiec. Jest jedyną ocalałą z czterech tego typu budowli otaczających zamek zwany górnym.

177

Do naszych czasów zachowały się też pozostałości bramy prowadzącej na górny zamek ze średniowiecznym brukiem i fundament Wieży Przybramnej.

175

Zamek górny został zniszczony w 1646 roku przez wojska szwedzkie. Kilka lat później władzę w Cieszynie przejęli Habsburgowie. W latach 30. XIX wieku rozpoczęli wyburzanie resztek zamku i obwarowań miejskich. Rozpoczęła się przebudowa Cieszyna w duchu architektury wiedeńskiej.

W 1838 roku arcyksiążę Karol Ludwik Habsburg sprowadził do Cieszyna wybitnego architekta wiedeńskiego Josepha Kornhäusela, który u podnóża Góry Zamkowej, na fundamentach dolnego zamku, wybudował letnią rezydencję Habsburgów – Pałac Myśliwski. Kornhäusel był również projektantem przylegającej do pałacu oranżerii, miejsca koncertów między innymi Franciszka Liszta, oraz parku krajobrazowego w stylu angielskim na Górze Zamkowej. Habsburgowie rzadko odwiedzali Cieszyn, ale kiedy już się zjawiali, było to nie lada wydarzenie. Trzykrotnie pojawił się sam cesarz Franciszek Józef I. Dziś w Pałacu Myśliwskim sąsiadują ze sobą Zamek Cieszyn oraz Państwowa Szkoła Muzyczna im. I. Paderewskiego. Jej uczniem był Stanisław Hadyna, założyciel i wieloletni kierownik artystyczny Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk".

179

Przed pałacem stoi pomnik ku czci Legionistów Śląskich Poległych za Polskę, potocznie zwany „cieszyńską Nike” lub „Ślązaczką". Po raz pierwszy wzniesiono go w 1934 roku według projektu Jana Raszki. Zniszczony przez Niemców po wybuchu II wojny światowej, na swoje miejsce wrócił w 2008 roku.

 178

Z Góry Zamkowej do rynku wiedzie ulica Głęboka – główna promenada starego Cieszyna. Kilkaset lat temu jezdnia ulicy prowadziła wąskim jarem, a biegnące wzdłuż niej chodniki połączone były mostkami. Od XVIII wieku ulica stanowiła fragment „drogi cesarskiej” łączącej Wiedeń z Lwowem. Do dziś zasługuje na to miano – po jej obu stronach stoją piękne, bogato zdobione kamienice.

 181

204

191
Kamieniczki na dwóch ostatnich zdjęciach nie stoją przy ulicy Głębokiej, ale są równie ładne.

Przy ulicy Głębokiej wznosi się gotycki kościół farny pw. świętej Marii Magdaleny. Pierwszą niewielką świątynię zbudowali tu w drugiej połowie XIII wieku dominikanie. Rozbudowali ją w dobie gotyku, a potem na pół wieku oddali w ręce protestantów. Dzisiejszy barokowy wystrój świątyni jest wynikiem jej przebudowy po pożarze, który zniszczył budynek w 1789 roku. Świątynię piastowcy władcy księstwa cieszyńskiego uczynili miejscem swoich pochowków – w prezbiterium znajduje się gotycka rzeźba nagrobna Przemysława I Noszaka.

184

Nieopodal kościoła jest rynek wytyczony pod koniec XV wieku. Na środku stoi kamienna siedemnastowieczna fontanna (dawniej studnia) z figurą świętego Florina.

186

 190

Rynek otoczony jest kamienicami. W północnej pierzei stoi biały okazały budynek w stylu eklektycznym. To Dom Polski z początku XX wieku, bardzo zasłużony dla polskości Śląska Cieszyńskiego, gdyż był siedzibą polskich organizacji i towarzystw, biblioteki, Czytelni Ludowej i drukarni.

185
Dom Polski pierwszy z prawej.

W przeciwległej pierzei wznosi się barokowo-klasycystyczny ratusz. Pierwotnie w jego miejscu stały dwa domy należące do księcia cieszyńskiego Kazimierza II. Pod koniec XV wieku książę sprzedał je mieszczanom za 210 złotych i polecił wybudowanie ratusza z pomieszczeniami dla szewców i piekarzy. Stało się według jego woli. Stanął drewniany ratusz, który jak wiele innych, strawił pożar. Na zgliszczach zbudowano nowy, murowany. Cieszyński ratusz jeszcze wielokrotnie padał ofiarą ognia. Obecny wygląd zawdzięcza przebudowie po ostatnim w jego dziejach pożarze w 1836 roku. Nie ma ładnago zdjęcia ratusza (na każdym „chyli się ku upadkowi”). Dam więc inne zdjęcie rynku. 

 188

Niedaleko stoi pałac Larischów mieszczący Muzeum Śląska Cieszyńskiego. Piękna pogoda skutecznie zniechęciła mnie do jego zwiedzenia. Wolałam pochodzić po sąsiadującym z nim parku Pokoju. Jego część zajmuje lapidarium złożone z elementów miejskiej architektury i fragmentów cieszyńskich pomników, stoi tu między innymi figura cesarza Józefa II.

 199

A potem poszłam w kierunku Rynku Górnego. W pobliżu znajduje się neobarokowy gmach Sądu Rejonowego zbudowany w 1905 roku, by rozstrzygał spory w całym księstwie cieszyńskim.

192

Tuż obok stoi klasztor sióstr boromeuszek, które rezydują w Cieszynie od 1876 roku. Klasztor założyły w kupionym od rodziny Seemannów osiemnastowiecznym domu oraz sąsiednich budynkach. Po przybyciu do miasta siostry zajęły się działalnością oświatowo-wychowawczą. Założyły szkołę podstawową, szkołę gospodarstwa domowego, przedszkole, internat oraz pensjonat. Dziś prowadzą zakład opiekuńczo-leczniczy oraz bursę dla dziewcząt.

196

W latach 70. XIX wieku na dziedzińcu klasztoru boromeuszki postawiły niewielką kaplicę pw. Świętej Rodziny. Z zewnątrz niepozorna, kryje przepiękne wnętrze. 

 242

Powyżej rynku, przy placu Kościelnym, wznosi się ogromny późnobarokowy protestancki kościół Jezusowy, z daleka widoczny dzięki siedemdziesięciotrzymetrowej wieży górującej nad miastem. Jest jednym z największych kościołów na Śląsku i największym kościołem luterańskim w środkowej Europie. Zmieści się w nim około siedmiu tysięcy wiernych.

245 

Wybudowano go w latach 1709–1730. Obok ołtarza ustawiono popiersie króla szwedzkiego Karola XII. To jego wstawiennictwu u cesarza Józefa I cieszyńscy ewangelicy zawdzięczają świątynię. Cesarz zgodził się na jej budowę „z łaski”. Na całym Śląsku zbudowano wówczas sześć ewangelickich kościołów nazywanych „kościołami łaski”. W kościele Jezusowym znajduje się Muzeum Protestantyzmu, ale nie obejrzałam go, bo jak większość kościołów w Polsce – niezależnie od wyznania – był zamknięty na głucho.

Naprzeciwko stoją budynki parafii ewangelicko-augsburskiej: urząd parafialny i szkoła.

194

W średniowieczu nad rzeką Bobrówką powstała dzielnica, która z czasem przekształciła się we Frysztackie Przedmieście. Przed II wojną światową nazywano je gettem żydowskim, gdyż znaczącą część jego mieszkańców stanowili pochodzący z Galicji Żydzi. Pozostały po nich dwa cmentarze. Pierwszy to najstarszy na Śląsku Cieszyńskim kirkut założony w 1647 roku przez rodzinę Singerów. Zachował się na nim dziewiętnastowieczny dom przedpogrzebowy i macewy, z których najstarsze pochodzą z końca XVII wieku.

210

211

Nowy cmentarz, na który prowadzi ogromna brama, otwarto w 1907 roku nieopodal starego, dzięki finansowemu wsparciu ówczesnego prezesa gminy żydowskiej J. Ph. Glesingera. Był on jedną z pierwszych osób pochowanych na nowym kirkucie, zmarł bowiem dwa lata po jego utworzeniu. Monumentalny grobowiec kryje też szczątki innych członków jego rodziny.

 212

215

Najbardziej charakterystycznym budynkiem Frysztackiego Przedmieścia jest rzymskokatolicki kościół pw. świętego Jerzego. Niewielki, gotycki z przełomu XIV i XV wieku stanął przy nieistniejącym już przytułku. Położony obok kościoła cmentarz, czynny od XV do 1901 roku, przekształcono w park Liburnia.

240

Ulicą Liburnia dotarłam do klasztoru sióstr Elżbietanek. Przybyły do Cieszyna w połowie XVIII wieku, ale w odróżnieniu od boromeuszek nie zajęły się edukacją, lecz medycyną. Od hrabiego Wilczka kupiły dom i ogród przy rynku i otworzyły szpital dla kobiet. Na początku XX wieku przeniosły się na nowe miejsce – wzgórze bobreckie. Tam wybudowały bogato zdobiony neobarokowy zespół klasztorno-szpitalny. 

241

Na zachodnim dziedzińcu klasztoru znaleźć można skalną kapliczkę Matki Boskiej z Lourdes.

 239

Innym ciekawym miejscem Cieszyna jest Przykopa, zwana też Cieszyńską Wenecją. To dawne przedmieście założone w XVI wieku przez rzemieślników między murami miejskimi a Olzą. Garbarze, tkacze, sukiennicy, białoskórnicy i kowale do swojej pracy potrzebowali wody, dlatego domy wybudowali nad kanałem Młynówka. Dziś nikt już nie wykonuje tych zawodów, ale budynki zostały, tworząc urokliwy zakątek.

207

209

Z Przykopy już blisko na czeską stronę. Wystarczy przejść przez most Przyjaźni.

Gdy w 1920 roku międzynarodowa Rada Ambasadorów podzieliła Śląsk Cieszyński między Polskę i Czechosłowację, Czeski Cieszyn składał się z zaledwie kilku ulic. W mieście nie było urzędów, szpitali, kościołów, synagog ani szkół. Zbudował je, na kredyt, pierwszy burmistrz, Józef Kożdoń. Modernistyczną koncepcję przestrzenną miasta stworzył w 1927 roku urbanista Emil Leo. Jego osią centralną stała się ulica Saska Kępa, czyli dzisiejsza Główna.

Po rozebraniu stuletniego domu i zabudowań gospodarczych rodziny Tetlów, w 1933 roku wybudowano rynek, czyli Rynek Armii Czechosłowackiej. Wokół stoją niezbyt ciekawe kamienice z okresu międzywojennego i modernistyczny ratusz z dekoracjami nawiązującymi do sztuki renesansu.

246

247

Cieszyn – zarówno polski, jak i czeski – był miastem wielowyznaniowym. Przy ulicy Bożka stoi synagoga wybudowana w 1928 roku dla stowarzyszenia Schmore Schabos. Od sąsiednich kamienic odróżniają ją detale w stylu mauretańskim. W czasie II wojny światowej Niemcy nie spalili jej, obawiając się, że ogień zniszczy sąsiednie budynki.

249

Protestanci modlili się w kościele ewangelicko-augsburskim Apostołów Piotra i Pawła „Na Niwach”. Te neogotycko-modernistyczną świątynię wzniesiono w 1932 roku.

250

Katolicy chodzili do kościoła rzymskokatolickiego pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa. Zbudowali go w 1894 roku jezuici, ale jedna z dwóch wież fasady nie została ukończona. W 1904 roku w kościele umieszczono relikwie świętego Melchiora Grodzieckiego.

260

Kościół stoi tuż przy parku Tomasza Masaryka, pierwszego prezydenta Czechosłowacji. Warto przejść się po parku, bo cicho tam, czysto, spokojnie, zielono. Wokół stoją pięknie odnowione kamienice (m.in. zbudowany w 1836 roku najstarszy dom w Czeskim Cieszynie) i kapliczki przydrożne.

258

Świetne miejsca na odpoczynek po całym dniu zwiedzania. Chodziłam po parku i myślałam o różnicach między dwoma Cieszynami: polskim i czeskim. Odwiedziłam je w dzień roboczy. U nas w sklepach i na ulicach mnóstwo ludzi, samochody pędzą tam i z powrotem. Po czeskiej stronie zdecydowanie mniej gwarnie, pustawo, ludzi jak na lekarstwo, samochodów też niewiele. Jak to wytłumaczyć?

Obeszłam Cieszyn wzdłuż i wszerz, ale zapomniałam o dwóch ważnych miejscach – Książnicy Cieszyńskiej i barokowym Teatrze im. Adama Mickiewicza. Jest więc powód, by kiedyś tam wrócić. Bardzo bym chciała.

Na koniec kilka słów o kwaterach. W Oświęcimiu mieszkałam w pensjonacie White Garden. Pokoik dostałam malutki (chociaż właścicielka dała mi możliwość wyboru – mogłam zamieszkać w większym, dwuosobowym) z równie maleńką łazienką. Było trochę ciasno, brakowało szafy, prysznic w łazience był lekko zapchany, a w nocy mogłoby być cieplej. To minusy. Teraz plusy. W pensjonacie jest ogólnodostępna, dobrze wyposażona kuchnia, a na jego tyłach malutki, ale przytulny ogródek. Największym plusem jest Pani właścicielka – bardzo sympatyczna i pomocna. Serdecznie pozdrawiam.

Drugą kwaterę miałam w Bielsku-Białej. Nocowałam w schronisku PTTK. Tu z kolei wszystko było duże (widny pokój z wykuszem i łazienka) w dodatku świeżo odnowione i czyste, no i cieplutko było. Schronisko jest blisko dworca i niedaleko centrum, ma własną domową stołówkę, w której można zjeść tanio i naprawdę smacznie.

Pisząc ten tekst, korzystałam z książek:

aBBc, czyli spacerkiem po Bielsku i Białej, magazyn Samorządowy w Bielsku-Białej, Bielsko-Biała 2011. 
Beskid Śląski i Żywiecki, Wydawnictwo Pascal, Bielko-Biała 2006. 
T. Borowski, Śmierć Schillingera, [w:] Utwory wybrane, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław-Warszawa-Kraków 1991. 
K. Bzowski, Pszczyna. Perła Górnego Śląska, Wydawnictwo Bezdroża, Kraków 2005.
A. Daniszewska, Zabytki kultury żydowskiej, De Agostini, Warszawa 2013.
C. Gałaszek, Muzeum Zamkowe w Pszczynie. Przewodnik dla dzieci i młodzieży, Pszczyna 2001. 
T. Hankiewicz, Pałace i dwory, cz. II, De Agostini, Warszawa 2011.
R. Hrynyk, Skarby kultury UNESCO. De Agostini, Warszawa 2010.
R. Jakubowski, R. Szewczyk, Schroniska górskie w Polsce, Sport i Turystyka, Muza SA, Warszawa 2013.
M. Żerański, Śląsk Cieszyński. Od Bielska-Białej do Ostrawy. Pracownia na pastwiskach, Cieszyn 2013.

Artykułów:

I. Biegańska, Jak za dawnych lat, „Sielskie życie” 2013, nr 4.
I.E. Cieplińska, Co brzmi w Pszczynie, „Voyage” 2003, nr 4.

Stron internetowych:

http://fakty.interia.pl/raporty/raport-zrabowane-dzieci/artykuly/news-niepotrzebne-dzieci-likwidowano-zastrzykiem-z-fenolu,nId,2437808 
https://kobieta.onet.pl/dziecko/artystka-pokolorowala-zdjecia-14-letniej-wiezniarki-auschwitz/v5yhdm6
https://kobieta.wp.pl/w-stanach-bohaterka-w-polsce-zupelnie-nieznana-balerina-ktora-walczyla-o-zycie-w-obozie-6216675956237953a
https://wiadomosci.onet.pl/kiosk/przeklete-pieklo-auschwitz-ucieczka-o-ktorej-krazyly-legendy/lt9mb
https://wiadomosci.wp.pl/my-dzieci-z-auschwitz-6031946051744385a

Oraz informacji dostępnych w zwiedzanych obiektach.

wrzesień/październik 2017