Piastowskim szlakiem

W Wielką Sobotę, 14 kwietnia 966 roku książę Polan Mieszko I przyjął chrzest. Tę datę ustalili uczeni, biorąc pod uwagę panujące wówczas zwyczaje. Do tej pory nie są jednak zgodni co do miejsca ceremonii. Jedni twierdzą, że odbyła się w Ratyzbonie, drudzy, że na polskiej ziemi – w Poznaniu, Gnieźnie lub na Ostrowie Lednickim.

Chrzest Mieszka i jego najbliższego otoczenia przyciągnął do Polski duchownych, którzy wznieśli kościoły dla nowego, chrześcijańskiego Boga. Świątynie powstały w wymienionych wyżej miejscowościach, a także w Mogilnie, Kruszwicy, Strzelnie, Inowrocławiu i wielu innych.

Miejsca związane z przyjęciem chrześcijaństwa i początkami polskiej państwowości tworzą trasę turystyczną zwaną Szlakiem Piastowskim. Obejmuje ona kilkanaście miejscowości w Wielkopolsce i na Kujawach. W roku 2016 obchodziliśmy tysiąc pięćdziesiątą rocznicę chrztu Polski, uznałam więc, że to dobra okazja, by choć w niewielkim stopniu ten szlak przemierzyć. Pojechałam w sierpniu następnego roku. Opisanie wycieczki zajęło mi trochę czasu, bo chociaż sporo widziałam, nie należała do najbardziej udanych. 

078
Witajcie w naszej bajce!

Swoje wspomnienia zacznę od Gniezna. To jedno z najstarszych miast w Polsce – jego dzieje sięgają wczesnego średniowiecza. Starość po nim niestety znać, może nie aż tak odległą, ale PRL-owską na pewno. Spodziewałam się, że po hucznych obchodach rocznicy chrztu Gniezno będzie kwitło.

 234
W 1970 roku na ścianie pałacu biskupiego wykonano techniką sgraffito obraz upamiętniający przyjęcie chrześcijaństwa.

Niestety, zobaczyłam dość zaniedbane miasteczko. Owszem, rynek jest ładny i uporządkowany, ale im dalej od centrum, tym gorzej. Miałam okazję przekonać się o tym, bo mieszkałam na peryferiach miasta i, wędrując codziennie na dworzec, widziałam połamane chodniki, chwasty, odpadające tynki. Dobiła mnie komunikacja, a raczej jej brak. Niby są dworce – kolejowy i autobusowy – ale z dojazdem do zaplanowanych miejscowości miałam sporo kłopotów. Z niektórych miejsc musiałam zrezygnować. Nie pojechałam na przykład do Biskupina, bo nie miałabym czym wrócić. Dworzec autobusowy w Gnieźnie właściwie nie funkcjonuje. Dziennie odjeżdżają z niego trzy autobusy na krzyż. Ale i tak miałam szczęście, bo niedawno przeczytałam, że kwietniowe strajki nauczycieli wykończyły gnieźnieński PKS. Znikło ponad dwieście lokalnych połączeń. Współczuję mieszkańcom.

Jak wiadomo, Gniezno założył Lech, który wraz z braćmi, Czechem i Rusem, szukał wygodnego miejsca do zamieszkania. Pewnego dnia bracia dotarli do położonej nad jeziorem doliny. Rósł tam potężny dąb, w którego konarach uwił gniazdo orzeł. Lech poczuł, że to właściwe miejsce. Został tam więc i założył gród od orlego gniazda nazywany Gnieznem.

 137
Nowoczesny potomek legendarnego orła. 

Wszystko z wyjątkiem nazwy – Gniezno – to legenda. Miasto rozwinęło się w czasach średniowiecza na siedmiu wzgórzach: Lecha, świętego Wawrzyńca, świętego Piotra, świętego Michała, Krzyżackim, Panieńskim i Żnińskim.

145

Najważniejsze jest Wzgórze Lecha, nazwane od imienia legendarnego założyciela miasta. Pierwsza osada powstała tu już w VIII wieku. Jeśli wierzyć Długoszowi, było tam miejsce kultu Nyji, jednego z pogańskich bóstw. Z czasem bóstwo przegoniono, a jego miejsce zajął Bóg chrześcijański. Osada szybko zaczęła się rozrastać, czemu sprzyjało doskonałe położenie na skrzyżowaniu traktów z Rusi, Moraw i Pomorza.

 138

W czasach Mieszka I i Bolesława Chrobrego osada na Wzgórzu Lecha przekształciła się w potężny gród obronny, otoczony wałami drewniano-ziemnymi sięgającymi dziesięciu metrów wysokości. Chroniły rezydencję władcy, czyli palatium, i kaplicę (dziś na jej miejscu jest barokowy kościół pw. świętego Jerzego). Gniezno, obok Poznania i Ostrowa Lednickiego, stało się wówczas jednym z najważniejszych centrów administracji państwowej, a nawet uchodziło za stolicę państwa pierwszych Piastów. 

Gród kilkakrotnie padał ofiarą najeźdźców. Najtragiczniejszy w skutkach był najazd księcia czeskiego Brzetysława w 1038 roku. Czesi zniszczyli świątynię, królewskie palatium, wymordowali mieszkańców. Ci, którzy ocaleli, zbiegli za Wisłę, na Mazowsze. Gniezno bezpowrotnie straciło najważniejsze miejsce w państwie Piastów. Kazimierz Odnowiciel przeniósł stolicę do Krakowa.

141

143

144

150

151

Piastowski gród na Wzgórzu Lecha otaczały trzy podgrodzia. Na sąsiednim wzgórzu, Panieńskim – nazwanym tak od klasztoru panien klarysek – rozwinęła się osada targowa. W 1238 jako pierwsza w Wielkopolsce otrzymała z rąk księcia Władysława Odonica przywilej lokacyjny na prawie magdeburskim. Wytyczono wtedy rynek, na którym stanęły ratusz, jatki, waga miejska, sukiennice i łaźnia. Dzisiejszy rynek to wynik odbudowy tej części miasta po pożarze, jaki w 1819 roku spustoszył Gniezno. Ogromny pusty plac otaczają kamieniczki z XIX i XX wieku.

 140

  142
W Gnieźnie pod palmami. 

Już w XII stuleciu na Wzgórzu Panieńskim zbudowano romański kościół. Dwa stulecia później zastąpił go gotycki, który niestety spłonął na początku XVII wieku. Odbudowana świątynia, pw. Świętej Trójcy, stoi do dziś. Przylegają do niej kaplice świętej Teresy i świętego Antoniego, wieża i zakrystia oraz kaplica Bractwa Literackiego. Założone pod koniec XVI wieku bractwo wcale nie zrzeszało literatów. Jego członkowie walczyli z analfabetyzmem. Każdy zobowiązywał się, że w ciągu roku nauczy czytać i pisać trzech mężczyzn lub... jedną kobietę.

Kościół otoczony jest murem, który wchłonął resztki dawnych obwarowań miejskich.

 130

131

133

Z czasem Gniezno zaczęło zmieniać swój charakter – ze świeckiego na religijny. Zamek Odonica został zastąpiony zamkiem arcybiskupa Jarosława Bogorii Skotnickiego. W 1300 roku w gnieźnieńskiej katedrze odbyła się ostatnia królewska koronacja – Wacława II. Następny polski władca, Władysław Łokietek, koronował się w Krakowie. Kolejni królowie przybywali do Gniezna wyłącznie w celach religijnych, by odwiedzić grób świętego Wojciecha. 

139

Na Wzgórzu Lecha stoi katedra, której święty Wojciech jest patronem. Widziana od strony rynku nie robi wrażenia – nie widać jej wielkości. Spodziewałam się potężnego gmaszyska, a zobaczyłam przysadzisty kościółek. Trzeba obejść go dookoła i spojrzeć z drugiej strony, a najlepiej iść nad jezioro Jelonek i zobaczyć, jak przegląda się w wodzie.

091

Gnieźnieńska katedra ma długą historię. W IX wieku na Wzgórzu Lecha wybudowano prostokątne oratorium jednonawowe, czyli rodzaj kaplicy. Wznieśli je najprawdopodobniej celtyccy misjonarze z Irlandii. Mieszko I przebudował oratorium – powstała świątynia na planie krzyża. Inne źródła podają, że miała kształt rotundy, bo takie kościoły były popularne w Czechach, skąd przybyła Mieszkowa żona Dobrawa (przed ślubem Mieszko pozbył się siedmiu pogańskich żon). Świątynia stała się miejscem pochówku czeskiej księżniczki. Dobrawa spoczęła w niej w 997 roku.

096  097

098

Syn Mieszka, Bolesław Chrobry, znów przebudował świątynię – wrócił do prostokąta – i pochował w niej szczątki świętego Wojciecha. Dzięki temu w 1000 roku do Gniezna zawitał cesarz Otton III. Był prekursorem utworzenia unii europejskiej. Z jego woli miało powstać cesarstwo zachodniorzymskie obejmujące Galię, Italię, Germanię i Slawonię. Z planów Ottona nic nie wyszło. Na utworzenie unii musieliśmy poczekać kilka stuleci, niemniej książę Bolesław dobrze wykorzystał jego wizytę. W Polsce powstała niezależna metropolia kościelna. Pierwszym arcybiskupem gnieźnieńskim został brat Wojciecha Gaudenty, a przed Bolesławem otworzyły się drzwi do koronacji na pierwszego króla Polski. Jednak na to, by korona spoczęła na jego skroniach, musiał czekać ćwierć wieku. A dwa miesiące po ceremonii opuścił ziemski padół. 

094

Kilka lat po zjeździe gnieźnieńskim kościół spłonął. Bolesław Chrobry odbudował go – powstała monumentalna bazylika romańska. Niestety, nie postała długo, bo zniszczył ją wspomniany już czeski książę Brzetysław. Jego najazd można nazwać pierwszym w historii Polski „potopem”. Wiele naszych grodów zrównał z ziemią. Z gnieźnieńskiej katedry zrabował bogate wyposażenie i relikwie świętego Wojciecha.

095

Katedra niszczona – przez naszych wrogów i pożary – oraz odbudowywana była jeszcze wielokrotnie. Zmieniała więc wygląd. W połowie XIV stulecia arcybiskup gnieźnieński Jarosław Bogoria Skotnicki uznał romańskie mury za przestarzałe i zastąpił je gotyckimi. Mniej więcej w tym samym czasie katedrę otoczono wianuszkiem czternastu kaplic, służących za mauzolea prywatnych fundatorów, często dostojników kościelnych. W jednej z nich spoczywa prymas-poeta Ignacy Krasicki.

102

W połowie XVII stulecia katedrę przebudowano w stylu barokowym, a kilkadziesiąt lat później – klasycystycznym. Wtedy dobudowano do niej dwie potężne wieże nakryte barokowymi hełmami.

093

Powojenna odbudowa, prowadzona w latach 1945–1961, przywróciła katedrze gotycki wygląd. Zrekonstruowano strzeliste sklepienia prezbiterium i nawy głównej, odsłonięto wiele detali architektonicznych i fragmenty średniowiecznej polichromii. Na łuku tęczowym umieszczono krucyfiks z połowy XV wieku.

101

Najważniejszym elementem prezbiterium jest barokowy sarkofag z relikwiami patrona gnieźnieńskiej katedry. Wygląda imponująco. Szczątki męczennika leżą w cedrowej trumience ozdobionej płaskorzeźbami. Ta znajduje się wewnątrz siedemnastowiecznego srebrnego relikwiarza, również w kształcie trumienki, na której spoczywa postać świętego Wojciecha w stroju pontyfikalnym. Trumienkę trzyma na skrzydłach sześć srebrnych orłów. Całość dzwigają na ramionach cztery klęczące postacie: mieszczanin, szlachcic, chłop i duchowny. Nad relikwiarzem wznosi się baldachim oparty na czterech spiralnych, pomalowanych na złoto kolumnach. Wieńczy go krzyż, a w narożnikach stoją pozłacane anioły.

104

Czy ktokolwiek inny spoczywa w bardziej dostojnym miejscu? Chyba nie. Nie wiadomo też, czy sam święty Wojciech tu leży, bo gdyby spytać jakiegoś Czecha, to bez wahania odpowie: „ne”. Czesi zgodnie twierdzą, że szczątki świętego przywiózł do Pragi książę Brzetysław. Polacy przekonują, że owszem Brzetysław złupił katedrę, ale ciała Wojciecha nie znalazł, bo ukryto je w bezpiecznym miejscu. 

Pewnie i jedni, i drudzy mają rację, bo święty Wojciech nie leży w jednym kawałku. Jego ciało, wykupione „na wagę złota” od pogańskich Prusów, spoczęło najpierw w Trzemesznie. Kiedy Bolesław Chrobry przenosił je do Gniezna, pozostawił kilka kości męczennika w tamtejszym klasztorze benedyktynów. Podczas zjazdu gnieźnieńskiego kość z ramienia Wojciecha podarował cesarzowi Ottonowi III. Brzetysław też zapewne do Pragi z pustymi rękami nie wrócił. W latach 20. XX wieku ze skarbca katedry skradziono relikwiarz z głową świętego Wojciecha. Ani sprawcy zuchwałego czynu, ani relikwiarza nie odnaleziono. W rezultacie w gnieźnieńskim relikwiarzu znajduje się niewiele szczątków świętego, między innymi prawa kość udowa, lewa piszczel, nasada dolna prawej piszczeli, prawa kość łokciowa. Inne kosteczki tułają się po świecie.

Ciekawe są wojenne losy gnieźnieńskiego relikwiarza. By uchronić szczątki świętego Wojciecha przed zniszczeniem, Paul Mattausch, proboszcz kościoła pw. świętego Mikołaja w Inowrocławiu, poprosił znajomego żołnierza Wehrmachtu, Urbana Thelena, by mu je przywiózł. Żołnierz spełnił prośbę i relikwie przetrwały wojnę wmurowane w posadzkę kościoła. Po wyzwoleniu wróciły do Gniezna.

229

W latach 80. ubiegłego wieku srebrny relikwiarz padł ofiarą rabusiów. Z remontowanej świątyni zniknęła górna część trumienki z postacią świętego. Złodzieje przetopili ją z zamiarem sprzedania uzyskanych bryłek srebra. Ujęto ich po ośmiu dniach, jednak relikwiarz wymagał trwającej rok rekonstrukcji.

Jeden dzień w roku relikwie świętego Wojciecha legalnie opuszczają katedrę. W sobotę po 23 kwietnia, na który przypada rocznica śmierci męczennika, w procesji odpustowej przenoszone są do kościoła pw. świętego Michała Archanioła na całonocną adorację. Właśnie tam miał zatrzymać się orszak wiozący ciało Wojciecha wykupione przez Bolesława Chrobrego.

 239
Figura Chrystusa przed kościołem pw. świętego Michała Archanioła.

Życie, śmierć i pośmiertne losy ciała świętego Wojciecha zostały uwiecznione na sławnych Drzwiach Gnieźnieńskich, które pod koniec XII wieku zamknęły główne wejście do katedry. Zostały wykonane z brązu najprawdopodobniej na polecenie Mieszka III. Ich twórcami byli anonimowi artyści, wzorujący się na iluminowanych czeskich rękopisach.

105
Gotycki portal, w którym znajdują się Drzwi Gnieźnieńskie,
odsłonięto spod tynku dopiero w latach 60. XX wieku.

Drzwi były książką obrazkową dla niepiśmiennych. Każde skrzydło składa się z dziewięciu prostokątnych kwater wypełnionych płaskorzeźbionymi obrazami ukazującymi losy męczennika – za życia i po śmierci. Kwatery otacza dekoracyjny pas z motywami roślinnymi i zwierzęcymi. Są też na nim ludzie, fantastyczne stworzenia i sceny znane z legend. Skrzydła drzwi wykonano dwiema różnymi metodami. Lewe odlano w całości, prawe powstało ze zlutowanych dwudziestu czterech kawałków.

106

Drzwi nie można obejrzeć ot tak sobie. Są ukryte. Trzeba kupić bilecik na określoną godzinę i obejrzeć je wraz z innymi chętnymi i z przewodnikiem. Muszę przyznać, że pani przewodnik mówiła bardzo ciekawie.

108

Również w grupie i z przewodnikiem można zwiedzić podziemia pod katedrą. Od lat prowadzone są tam prace archeologiczne. Znaleziono pozostałości poprzednich kościołów, palenisko z VIII wieku uważane za miejsce kultu pogańskiego, pochodzącą z 1006 roku płytę nagrobną, będącą najstarszym zabytkiem pisma w Polsce, oraz romańskie groby, między innymi arcybiskupa Gaudentego.

111   110

Niby wszystko piękne i ciekawe, ale katedra nie zrobiła na mnie wrażenia, pewnie dlatego, że nie przepadam za gotykiem. Wolę „ponury” styl romański lub jego przeciwieństwo – bogaty barok. A może konieczność kupowania biletów sprawiła, że katedra zatraciła swoją duchowość. Niemniej, być tu należy, bo to miejsce koronacji pięciu polskich władców: Bolesława Chrobrego, Mieszka II, Bolesława Śmiałego, Przemysła II i Wacława II.

Na Wzgórzu Lecha obok katedry stoi niewielki barokowy kościół pw. świętego Jerzego. Wzniesiono go w miejscu, gdzie przed wiekami stał kościół grodowy. Obecny zbudowano w XII wieku, jednak w wyniku pożarów i innych niesprzyjających okoliczności pod koniec następnego stulecia popadł w ruinę. Odbudowano go w XVIII wieku, wykorzystując pozostałości romańskich murów. Fasadę zachodnią zdobi rzeźba patrona świątyni, wykonana w latach międzywojennych przez wielkopolskiego rzeźbiarza Marcina Rożka.

147

Marcin Rożek jest również autorem stojącego przed katedrą pomnika króla Bolesława Chrobrego. 

Pomysł, by pierwszego polskiego króla uczcić pomnikiem, zrodził się podczas przygotowań do obchodów dziewięćsetnej rocznicy jego koronacji. Propozycję wykonania monumentu otrzymali dwaj rzeźbiarze: Władysław Marcinkowski i Marcin Rożek. Wygrał ten drugi. We wrześniu 1925 roku prezydent Stanisław Wojciechowski odsłonił naturalnej wielkości gipsowy model pomnika. Warszawska firma „Braci Łopieńskich” wykonała jego brązowy odlew. Oficjalnie pomnik odsłonił w 1929 roku następny prezydent, Ignacy Mościcki. Chrobry stał przed katedrą jedenaście lat. W 1940 roku zniszczyli go Niemcy. Po wojnie pomnik został zrekonstruowany przez poznańskiego artystę Jerzego Sobocińskiego.

092
Nie wiem, czy drzewa przed katedrą wciąż stoją.
Po moim powrocie do domu nad Gnieznem przeszła nawałnica i podobno padły jej ofiarą.

099

148
Na ścianach kamiennego cokołu znajdują się cztery płaskorzeźby.
Jedna z nich przedstawia koronację Bolesława Chrobrego.

Do rynku przylega kościół franciszkanów. Zakonnicy zostali sprowadzeni do Gniezna około 1259 roku przez księcia kaliskiego i gnieźnieńskiego Bolesława Pobożnego oraz jego żonę Jolentę. Z jej inicjatywy do miasta przybyły też klaryski, żeński odłam franciszkanów. By ułatwić sprawowanie posługi liturgicznej, klasztory obu zakonów postanowiono wznieść obok siebie.

127

128

Kościół dla braci zaczęto budować w 1270 roku. Przy świątyni powstało oratorium, czyli kaplica dla sióstr. Łączyła się z ich klasztorem, w którym osiadła Jolenta. W nawie bocznej kościoła, czyli dawnej kaplicy klarysek, znajduje się relikwiarz w kształcie świątyni, wykonany w 1890 roku przez złotnika Gabriela Hermelinga. Spoczywają w nim jej szczątki. Po śmierci księżnej do jej słynącego łaskami grobu pielgrzymowali królowie polscy, Zygmunt Stary i Zygmunt III, a także królowa węgierska Elżbieta.

129

W 1838 roku skasowano zakon franciszkanów, a rok później część zabudowań, w tym żeński klasztor, wyburzono. Zachował się barokowy budynek klasztoru męskiego, do którego w 1928 roku powrócili braciszkowie.

Na północ od rynku leży niewielki park zwany Doliną Pojednania. Właściwie jest to wąwóz przecinający wzgórza Panieńskie i Krzyżackie. W kwietniu 2000 roku, w tysięczną rocznicę zjazdu gnieźnieńskiego, do miasta zawitali przedstawiciele pięciu państw: kanclerz Niemiec Gerhard Schröder oraz premierzy: Czech Miloš Zeman, Słowacji Mikuláš Dziurinda, Węgier Viktor Orbán i Polski Jerzy Buzek. Każdy z nich posadził w dolinie dąb, jako symbol zjazdu i jednoczącej się Europy.

112

113

W 2011 roku honorowym właścicielem parku został mieszkaniec Bydgoszczy Janusz Andrzej Skopowski, który zwyciężył w aukcji internetowej XIV Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Na Wzgórzu Krzyżackim, stoi niewielki kościółek pw. świętego Jana. Ani katedra, ani inne okazałe kościoły Gniezna nie wywarły na mnie takiego wrażenia jak ten – skromny, na uboczu, trochę tajemniczy, ciepły. Dobrze się w nim poczułam.

116

To dawny kościół bożogrobców. Zakon bożogrobców powstał w czasie wypraw krzyżowych dla obrony grobu Chrystusowego w Jerozolimie. Po utracie Królestwa Jerozolimskiego bożogrobcy zaczęli osiedlać się w różnych zakątkach świata. Do Polski sprowadził ich w 1163 roku Jaksa z Miechowa – to oni wprowadzili u nas zwyczaj budowania Grobów Pańskich na Wielkanoc. Kilkanaście lat później z inicjatywy kanonika gnieźnieńskiego Przecława bożogrobców osiedlono w Gnieźnie przy kościele pw. Świętego Krzyża. Najprawdopodobniej nie przetrwał on krzyżackiej nawałnicy z 1331 roku. W drugiej połowie XIV wieku wzniesiono więc obecny, ceglany kościół pw. świętego Jana. Jest jedną z niewielu w Polsce świątyń, które dotrwały do naszych czasów w niemal niezmienionej formie. Przylega do niej dawny budynek klasztorny, pozostający w prywatnych, niezbyt dbających o niego rękach.

117

120

121
Nad wejściem do kościoła widnieje podwójny krzyż bożogrobców.

Kościół szczyci się najstarszymi zachowanymi w Wielkopolsce malowidłami ściennymi. Pochodzące z XV wieku polichromie pokrywają całe prezbiterium. Ukazują sceny z życia Chrystusa, Marii i świętego Jana Chrzciciela. Podczas remontu przeprowadzonego pod koniec XVII stulecia pokryto je tynkiem, spod którego wyjrzały dopiero na początku XX wieku. Niestety możemy je stracić, bo mimo starań konserwatorów, stopniowo znikają pod wpływem światła i wilgoci.

Wspomnę jeszcze jednym gnieźnieńskim kościele, świadczącym o złożonej historii miasta. To kościół pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski. Wzniesiono go w pierwszej połowie XIX wieku jako zbór ewangelicki (wewnątrz charakterystyczne empory). Budowie patronował król pruski Fryderyk IV. Ozdobą świątyni są drzwi z wizerunkami aniołów zaprojektowane przez Karla Friedricha Schinkla, jednego z najwybitniejszych niemieckich architektów.

124

125

126

123
Święty Wojciech.

Trafił mi się jeden dzień muzealny, ponury i parny. Od rana zanosiło się na deszcz. Zwiedziłam więc Muzeum Początków Państwa Polskiego, mieszczące się w wyjątkowo paskudnym budynku z lat 70. ubiegłego wieku.Obejrzałam filmy w technologii 3D, w których średniowieczni wojowie budowali państwo polskie, a potem to, co w każdym innym muzeum, czyli dawne figurki, biżuterię, broń, naczynia itp. Miejsce dla znawców i wielbicieli tego typu pamiątek przeszłości.

135

136

Muzeum leży nad jeziorem Jelonek. Można obejść je dookoła, ale spacer średnio przyjemny. Sporo miejsc zachwaszczonych, zaniedbanych, tylko widok na katedrę ładny.

153

158
W drodze nad jezioro Jelonek. 

Jak wspomniałam na początku, komunikacja między Gnieznem a innymi miejscowościami kuleje. Sporo wysiłku kosztowało mnie dotarcie na Ostrów Lednicki, a potem powrót na kwaterę. Tu faktycznie miałam „Polskę na piechotę”.

Ostrów to niewielka wyspa na jeziorze Lednica i drugi obok Gniezna ważny ośrodek władzy państwowej pierwszych Piastów. Ludzie zaczęli osiedlać się tu już w epoce kamiennej. Sprzyjały temu doskonałe warunki obronne.

 070

069

Za czasów Mieszka I i Bolesława Chrobrego na Ostrowie powstał potężny gród otoczony wałem wysokim na dziesięć metrów. Przez lata był książęcą siedzibą. To stąd obaj władcy sprawowali rządy nad zjednoczonym państwem Polan. Wewnątrz grodu Mieszko nakazał zbudować swoją rezydencję – palatium. Niektórzy twierdzą, że tu na świat przyszedł syn Mieszka i czeskiej księżniczki Dobrawy, Bolesław Chrobry.

Dobrawa była zapewne fundatorką przylegającej do palatium kaplicy. Wzniesiono ją na planie krzyża greckiego. W jej ramionach archeolodzy odkryli wgłębienia, czyli baseny chrzcielne – jeden dla kobiet, drugi dla mężczyzn. Zapewne w kaplicy chrzest przyjęli podwładni Mieszka I. Być może również on sam.

063
Dwudziestego piątego maja 1992 roku podczas obchodów tysięcznej rocznicy śmierci Mieszka I,
w ruinach dawnej kaplicy prymas Józef Glemp odprawił mszę.
Wtedy też w absydzie świątyni ustawiono brązowy krzyż wyglądem nawiązujący do średniowiecznego pastorału.

064

Palatium nie imponowało wielkością – takie M-3, czyli dzisiejsze przeciętne mieszkanie w bloku. Składało się z kilku części. Od zachodu była wielka reprezentacyjna sala, pośrodku obszerna sień, do której przylegały schody prowadzące na piętro, a obok mniejsze pomieszczenia sąsiadujące z kaplicą. Zapewne w 1000 roku w wielkiej sali Bolesław Chrobry gościł cesarza Ottona III, który z Ostrowa „po drodze usłanej szkarłatnym płótnem boso wędrował do grobu świętego Wojciech w Gnieźnie”.

072
Biskup Radzim Gaudenty, książę Bolesław Chrobry i cesarz Otton III jadą do grobu świętego Wojciecha w Gnieźnie. 

Obok palatium stanął kościół grodowy. W jego pozostałościach zachowały się dwa niewielkie groby. Najpewniej spoczywają w nich synowie Bolesława Chrobrego. Zwłoki chowano też wokół murów kościelnych. Archeolodzy odkryli tam szkielet kobiety mierzący ponad dwa metry. Przeciętny wzrost kobiet w czasach pierwszych Piastów nie przekraczał 153 cm, a mężczyzn – 165 cm. Owa dama musiała więc uchodzić za giganta.

073

W odróżnieniu od drewnianej zabudowy grodu, palatium, kaplica oraz kościół były okazałymi budowlami z kamieni polnych wiązanych zaprawą wapienną. Ich resztki przetrwały do naszych czasów.

Wyspę ze stałym lądem łączyły dwa mosty wsparte na dębowych lub sosnowych palach wbitych w dno jeziora. Były szerokie na sześć metrów. Na budowę grodu i mostów potrzebowano drewna, wycinano więc okoliczne lasy. Na pustych terenach wokół jeziora zakładano wsie. W drugiej połowie X wieku było ich ponad trzydzieści.

066

Książęcą rezydencję na Ostrowie Lednickim zniszczył w 1038 roku wspomniany już władca Czech, Brzetysław. W ruiny obrócił palatium i kościół, spalił oba mosty. Zginęło mnóstwo wojowników. Kilka wieków później na dnie jeziora znaleziono elementy ich uzbrojenia, między innymi wczesnośredniowieczny hełm jednego z czeskich najeźdźców, kolczugę, miecze, włócznie i topory.

074
Ostrów Lednicki za czasów pierwszych Piastów. Sprzed najazdu Brzetysława. 

Gród odbudowano, ale już nigdy nie odzyskał dawnej świetności. Pod koniec XII wieku opustoszał i zamienił się w wielkie cmentarzysko. W XIX stuleciu ruiny przedromańskich budowli stały się celem wycieczek krajoznawczych. Ostrów Lednicki był wówczas własnością hrabiego Albina Węsierskiego, który odkupił go od rządu pruskiego. Później wyspa przeszła w ręce rodziny Kwileckich. Podobno po drugiej wojnie światowej nie została im odebrana i Ostrów do dziś formalnie pozostaje ich własnością. W 1929 roku Kwileccy zabezpieczyli ruiny piastowskich budowli. Coraz więcej chętnych przyjeżdżało, by je oglądać. Z inicjatywy gnieźnieńskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego na wyspie zbudowano więc drewniane schronisko „Chata Piastowska”. Niestety spłonęło w 1965 roku. Dziś na jego miejscu stoi budynek kryty strzechą. Jest bazą archeologów, wciąż badających piastowskie pozostałości na Ostrowie Lednickim.

077

Na Ostrowie Lednickim Józef Ignacy Kraszewski umieścił akcję Starej Baśni. To tam płonie święty ogień strzeżony przez kapłanów.

Ruszyłam dalej. Minęłam Muzeum Pierwszych Piastów, bo przyznam, że nie lubię prehistorycznych wykopków. Wydłubane z ziemi skorupy naczyń i inne szpargały zupełnie do mnie nie przemawiają. Co innego wyposażenie skansenów. To mogę oglądać na okrągło i nigdy mi się nie znudzi. Większość sprzętów pamiętam z dzieciństwa.

Ku mojej wielkiej radości skansen trafił mi się po drodze. Częścią Muzeum Pierwszych Piastów jest bowiem Wielkopolski Park Etnograficzny w Dziekanowicach. Zagrody chłopskie stoją wokół owalnego placu, tworząc ciasny krąg, z dwóch stron otwarty, by można było do wsi wjechać. Dawniej w razie niebezpieczeństwa wjazdy zamykano. Taki plac, zwany nawsią lub półwsią, służył całej społeczności. Znajdowały się na nim staw, pastwisko, targowisko lub kościół.

079

081

Trochę za wsią jest folwark z dworem. Warto tam pójść, bo po drodze mija się osiemnastowieczną, drewnianą, krytą gontem kapliczkę otoczoną niewielkim „cmentarzem”. Jest jedynym w skansenie budynkiem niepochodzącym z terenu historycznej Wielkopolski. Przez lata kapliczka stała w Otłocznie koło Aleksandrowa Kujawskiego. Do Dziekanowic trafiła jako dar prymasa Stefana Wyszyńskiego.

„Cmentarz” napisałam w cudzysłowie, bo chociaż nagrobki i krzyże są prawdziwe, to zmarli pod nimi nie spoczywają. Niemniej na wzniesieniu, na którym stoi kaplica, archeolodzy odkryli dwa pradawne cmentarzyska z czasów pogańskich i wczesnego średniowiecza.

083

 084

086
Barokowe wnętrze kaplicy. 

Trochę na uboczu stoi olęderska zagroda protestanckich osadników przeniesiona tu spod Nowego Tomyśla. Warto zajrzeć do środka, bo wnętrze różni się od naszego, polskiego. 

212

213

214

Spędziłam w skansenie sporo czasu, bo mnie zaczarował. Stare chaty, każda inna, każda piękna. Wokół zagród kwiaty, owocowe drzewa, między domami wydeptane ścieżki, przydrożny Chrystusik czeka na modlitwę, a zboże na żniwa – prawdziwa wieś... jakiej już nie ma.

240

211

No, ale „cyk, Walenty, na bok sentymenty”, trzeba iść dalej. Nie mogłam liczyć na żaden autobus, dlaczego musiałam dotrzeć do najbliższej, czyli oddalonej o kilka kilometrów, stacji kolejowej. A tam swoje odstać. Jeden pociąg nie dotarł, drugi, dalekobieżny, nawet na mnie nie spojrzał. Gdybym wiedziała, że będę sterczeć na stacji ponad godzinę, to może zerknęłabym na te prehistoryczne wykopki w muzeum. W końcu wsiadłam do pociągu byle jakiego i wylądowałam w Mogilnie.

Mogilno to jedna z najstarszych miejscowości na pograniczu Wielkopolski i Kujaw. Na niewielkim wzgórzu nad jeziorem, tu gdzie dziś stoi klasztor benedyktynów, na przełomie VIII i IX stulecia powstała osada. W następnym wieku otoczono ją wałami obronnymi i przekształcono w gród. Jezioro przecinał długi na ponad sto sześćdziesiąt metrów most.

236
Ptasi azyl na jeziorze.

W połowie XI wieku do Mogilna przybyli benedyktyni, którzy odegrali dużą rolę w chrystianizacji Mazowsza i Pomorza. Na terenie grodu wznieśli romański klasztor i kościół, dziś pw. świętego Jana Apostoła. Do naszych czasów przetrwały fragmenty średniowiecznej świątyni: kamienne mury prezbiterium i nawy oraz dwie krypty.

Na bramie wiodącej do opactwa widnieje rok 1065. Odnosi się on do tzw. falsyfikatu mogileńskiego, czyli dokumentu, który nadawał zakonnikom daniny i opłaty z licznych miast mazowieckich. Dokument wydał Bolesław Śmiały, dobrodziej klasztoru. Jego postać widnieje na fresku pod chórem organowym. 

027

033

Kościół był wielokrotnie przebudowywany, lecz mimo że na przestrzeni wieków wzbogacił się o elementy gotyku, renesansu i baroku, zachował swą pierwotną formę bazyliki romańskiej.

034  035

Klasztor nie przetrwał do naszych czasów. Ten, który dziś przegląda się w wodach jeziora, został wzniesiony w XVIII wieku.

032

Mogilno było własnością benedyktynów do 1773 roku. Wówczas miasto znalazło się w zaborze pruskim. Na początku XIX wieku władze pruskie zakazały przyjmowania do wspólnoty nowych braci i wyboru nowego opata, a w 1833 roku zlikwidowały zakon. Przez lata budynki klasztorne pełniły różne funkcje. Mieściły się w nich szkoły, przytułki, szpitale, a nawet więzienie. Po drugiej wojnie światowej służyły kulturze i turystyce. Do dziś w klasztornych pomieszczeniach i wirydarzu odbywają się koncerty, wystawy, wykłady i inne imprezy, na przykład Dni Benedyktyńskie. Od 1 stycznia 2014 roku w opactwie mieszkają Bracia Mniejsi Kapucyni Prowincji Warszawskiej.

031

Do kościoła udało mi się zajrzeć. Wewnątrz trwały jakieś prace renowacyjne. Zerknęłam, zrobiłam kilka zdjęć, wyszłam na sekundę, a gdy wróciłam, okazało się, że mili panowie robotnicy zastawili wejście. Ze zwiedzaniem klasztoru też miałam pecha. Romańskie pozostałości można zobaczyć, wystarczy zadzwonić pod widniejący na drzwiach numer telefonu. Zadzwoniłam, pan przewodnik był na zakupach. Prosił, żebym poczekała. Czekałam i czekałam, w końcu dałam za wygraną, bo nie mogłam ryzykować, że ucieknie mi ostatni pociąg do Gniezna. Musiałam zadowolić się klasztornym ogrodem, którego centralnym punktem jest najstarsza w Polsce studnia.

028

029

Kolejną miejscowością na moim piastowskim szlaku była Kruszwica, słynąca z Mysiej Wieży.

 006  007

To w niej dokonał żywota legendarny książę Popiel. Był ostatnim z dynastii Popielidów władającej państwem Golpan. Książę od małego źle rokował. Czas spędzał na hulankach i pijatykach. Nazywano go Chwostkiem, czyli nikczemnikiem. Jego żona, niemiecka księżniczka Gerda, nie była lepsza. Chciwa i bezwzględna, całkowicie podporządkowała sobie Popiela. To za jej namową książę zgładził swoich stryjów. Gerda obawiała się, że ci zechcą zrzucić z tronu nieudacznika Popiela i przejąć władzę. Uknuła więc sprytny plan. Zawiadomiła stryjów o śmiertelnej – rzecz jasna zmyślonej – chorobie Popiela. Stryjowie przybyli pożegnać umierającego bratanka, a tymczasem sami przenieśli się na tamten świat. Popiel poczęstował ich zatrutym miodem. Gdy wyzionęli ducha, ich ciała kazał wrzucić do Gopła.

013
Jakaś inna wersja legendy. 

Popiel i księżna Gerda triumfowali. Niedługo jednak. Z ciał otrutych krewniaków zaczęły wylęgać się myszy – całe roje. Popiel i jego przebiegła żona usiłowali schronić się przed nimi w wieży. Myszy z piskiem popędziły za nimi i tam, na samym szczycie, pożarły okrutników.

014

Następcą księcia Popiela został szlachetny i pracowity Piast Kołodziej, którego imię dało nazwę całej dynastii. Był ojcem Ziemowita, dziadkiem Leszka, pradziadkiem Siemomysła i prapradziadkiem Mieszka, założyciela państwa Polskiego. I tak legenda splotła się z historią. 

008

012
Legendy wewnątrz Mysiej Wieży.

Mysia Wieża jest doskonałym punktem widokowym. Widać z niej Kruszwicę i Gopło, jedenaste co do wielkości jezioro w Polsce. Ma dwadzieścia pięć kilometrów długości. W przeszłości było znacznie większe. Jan Długosz w swoich Kronikach nazwał je Mare Polonorum, czyli Morze Polskie.

017

018

024

Na wieży warto zatrzymać się też z innego powodu. Podobno tu właśnie znajduje się jeden z dwóch polskich czakramów pomocniczych (główny jest na dziedzińcu Zamku Królewskiego na Wawelu). Nie pamiętam, czy poczułam przypływ mocy, niemniej, jakieś ziarno prawdy musi w tym być, bo pod Mysią Wieżą na dużej głębokości znajduje się ogromny kamień niewiadomego pochodzenia. 

Kruszwica uchodzi za pierwszą legendarną stolicę państwa polskiego. Zanim myszy pożarły Popiela, od VI do IX wieku, była najważniejszym grodem Goplan, którzy zamieszkiwali liczne wyspy jeziora Gopło i rozległe tereny wokół niego. Archeolodzy doliczyli się aż czterystu osad grodowych z epoki żelaza i wczesnego średniowiecza. Goplanie polegli w starciu z Piastami.

W X stuleciu stolicą – historyczną – zostało Gniezno, ale Kruszwica nie straciła swego znaczenia. Warzono tu sól (od słowa „kruszwa”, czyli bryła soli, pochodzi nazwa miasta). Na przełomie XI i XII wieku w Kruszwicy powołano tymczasowe biskupstwo kujawskie, czego świadectwem jest monumentalna romańska kolegiata pw. świętych Piotra i Pawła, jedna z najlepiej zachowanych wczesnośredniowiecznych świątyń w Polsce.

001

Najprawdopodobniej wzniesiono ją w pierwszej połowie XII stulecia z fundacji króla Bolesława Krzywoustego – w 1148 roku odbyły się tu zaślubiny jego córki Judyty z przyszłym margrabim Brandenburgii Ottonem II. Jedynie wieża została dobudowana w XVI wieku. Kolegiatę zbudowano z granitowych bloków i piaskowca nieopodal miejsca, gdzie według legendy stała chata Piasta Kołodzieja.

002

243

Kolegiata wygląda imponująco, co w dużej mierze jest zasługą renowacji przeprowadzonej w latach 1954–1956. Przywrócono jej wówczas cechy romańskie, zatarte podczas wcześniejszych przebudowań i restauracji.

Świątynia była zamknięta, do środka mogłam zajrzeć przez kratę.

237

Pierwszą klęską, jaka spadła na Kruszwicę, był tragiczny dla wszystkich ziem młodego państwa polskiego najazd czeskiego księcia Brzetysława (to już chyba piąta wzmianka o tym brutalu). Osada została całkowicie zniszczona. Zanim zdołała się podnieść, stała się areną walk o władzę między królem Władysławem Hermanem a jego nieślubnym synem Zbigniewem. Król wpędził sprzymierzeńców Zbigniewa do jeziora i wyciął ich w pień: „Gopło napełniło się martwymi ciałami, a woda krwią zrumieniona, na długi czas zatruła ryby i połów uniemożliwiła”. Karę za pomoc udzieloną Zbigniewowi ponieśli też mieszkańcy Kruszwicy – zrabowano i zniszczono ich dobytek. Niecałe dwieście lat później Bolesław Pobożny nakazał miasto spalić. Średniowiecze – okrutna epoka.

Do odbudowy znaczenia Kruszwicy przyczynił się Kazimierz Wielki. Wieża, która odbija się w wodach Gopła, nie jest tak stara, by pamiętać straszną karę, jaką myszy wymierzyły ostatniemu z rodu Popielidów. Jest pozostałością po zamku wzniesionym za czasów króla Kazimierza.

011

Na półwyspie wcinającym się w jezioro powstała wtedy jedna z największych warowni w Polsce: solidne, wysokie mury obronne, murowany dom mieszkalny i wysoka na trzydzieści dwa metry wieża. Warownia otoczona była fosą. Jak większość polskich zamków w czasie potopu szwedzkiego zamieniła się w ruiny. Po pierwszym rozbiorze Kruszwica znalazła się pod panowaniem pruskim. Wówczas ocalałe mury zamkowe zaczęto rozbierać na budowę gmachów w Inowrocławiu i okolicy. To, co zostało, można dziś zwiedzać.

010

Wojny i zarazy dziesiątkowały ludność Kruszwicy. W rezultacie pod koniec XVIII wieku mieszkało tam zaledwie siedemdziesiąt dziewięć osób w czternastu domach. W XIX stuleciu miasto odżyło dzięki budowie linii kolejowej i cukrowni.

015

W średniowieczu przez Kruszwicę przebiegał szlak bursztynowy i trakt handlowy z Wielkopolski na Ruś. Pod tym względem niewiele się zmieniło – dziś przez wąskie uliczki i niewielki, zadbany rynek mknie tir za tirem.

016

Zwiedzanie miasta zakończyłam spokojnym spacerkiem wzdłuż brzegów Gopła. Gdzieś tam w krzakach podobno jest rekonstrukcja dawnej osady. Nie trafiłam na nią i wcale nie żałuję.

021

023

025

026

Następnego dnia pojechałam do Strzelna. Całe szczęście, że wybrałam się w dzień roboczy, bo w weekend żaden autobus tam nie dociera. Tłukłam się po koszmarnie wyboistych i podziurawionych drogach. Aż trudno uwierzyć, że są jeszcze takie w Polsce.

Nikt nie wie, czy w Strzelnie istniał gród taki jak w Mogilnie lub Kruszwicy. Trzy wielkie głazy z tajemniczymi wgłębieniami od niepamiętnych czasów leżące na klasztornym wzgórzu – zwane dziś kamieniami świętego Wojciecha – wskazują, że Strzelno było miejscem kultu pogańskiego. Głazy mogły być ołtarzami, na których składano ofiary dawnym bogom.

Po chrzcie Polski pogańska historia kamieni zamieniła się w chrześcijańską legendę ze świętym Wojciechem w roli głównej. Wojciech, jadąc do Prus, mijał Strzelno. Noc była niespokojna, burzowa. Nieuważny woźnica wjechał na jeden z głazów. Mogło dojść do tragedii, ale wóz, na którym siedział przyszły męczennik, nie wywrócił się, bo kamień w cudowny sposób zmienił konsystencję – stał się miękki i elastyczny. Końskie kopyta i koła jedynie odcisnęły na nim swoje, widoczne do dziś, ślady.

242
Święty Wojciech. Tym razem drewniany. 

Pod koniec XII stulecia do Strzelna przybyły norbertanki. Na wzgórzu zbudowały kościół i klasztor. Miało to ogromne znaczenie chrystianizacyjne. W Strzelnie pogańscy bogowie długo mieli swoich wyznawców, a siostry słynęły z zaangażowania w zwalczanie dawnej wiary. Miejscowość pozostała w ich rękach do kasaty klasztoru, czyli do końca XVIII wieku.

059

Budowę kościoła dla norbertanek – dziś bazyliki pw. Świętej Trójcy i Najświętszej Maryi Panny – zakończono w połowie XIII wieku. Powstała romańska budowla z granitowego ciosu. Z biegiem lat zmieniała wygląd. W XV wieku przebudowano ją w stylu gotyckim, a w XVIII stuleciu – barokowym. Wtedy do świątyni dobudowano dwie wieże i barokową fasadę.

040

Kiedy patrzy się na kościół, trudno uwierzyć, że jego wnętrze kryje najwspanialszy przykład rzeźby romańskiej w Polsce – kolumny z piaskowca ozdobione wizerunkami cnót i wad. Poza Strzelnem podobnie zdobione romańskie kolumny podziwiać można jedynie w katedrze świętego Jakuba na terenie Santiago de Compostela w Hiszpanii oraz w weneckiej bazylice świętego Marka.

Kolumny powstały na przełomie XII i XIII wieku. Ich twórcą najprawdopodobniej był rzeźbiarz z francuskiego lub niemieckiego klasztoru norbertanów. Zapewne w XVIII wieku, podczas przebudowy kościoła w stylu barokowym, obmurowano je, upodobniając do pozostałych filarów podtrzymujących sklepienie kościoła. Trwałyby zasłonięte do naszych czasów, gdyby nie dociekliwość profesora Zdzisława Kępskiego, który w 1946 roku remontował świątynię. Zdumiały go potężne kolumny, zbyt masywne jak na potrzeby budowli. Polecił więc wykonać w nich otwory, by sprawdzić, co kryje się wewnątrz. I tak odnaleziono romańskie filary.

046

Kolumnę stojącą po stronie południowej zdobi osiemnaście płaskorzeźbionych postaci cnót: Sprawiedliwość z wagą w ręku, Roztropność z książką, Wstrzemięźliwość z szeroko rozpostartymi ramionami, Pokora z rękoma skrzyżowanymi na piersi. Są też Posłuszeństwo, Radość, Czystość i Wiara.

043  044

Po stronie północnej, tradycyjnie przypisywanej siłom zła, przedstawiono wizerunki osiemnastu wad: Gniew to kobieta szarpiąca włosy, Pycha to kobieta z dumnie podniesioną głową, wskazująca swój piękny warkocz, Zabójstwo uosabia mężczyzna z długim mieczem. Oprócz nich są Obżarstwo, Krzywoprzysięstwo, Swawola i Bałwochwalstwo. Jest także „polska Wenus” – najstarszy w Polsce wizerunek nagiej kobiety, czyli Rozpusta. 

041  042

Pozostałe kolumny świątyni ozdobiono w inny sposób. Jedna przypomina skręconą linę, druga jest gładka, jednak kiedyś pokrywały ją kolorowe polichromie.

047

W kaplicy świętej Barbary stoi jeszcze jeden niezwykły filar, pochodzący z przełomu XII i XIII wieku: pokryta płaskorzeźbionymi ornamentami roślinnymi kolumna podtrzymuje gotyckie sklepienie palmowo-krzyżowe, prawdopodobnie najstarsze w Polsce. Kręte schodki wiodą na małą galerię sztuki.

051

052

W kościele jest ponad trzysta zabytków. Romańskie elementy zdobnicze współgrają z barokowymi. 

048

050
Kolorowe konfesjonały.

 244
Słynący z cudów czarny ołtarz Świętego Krzyża z gotyckim krucyfiksem z 1361 roku.

Ołtarz jest relikwiarzem, w którym znajduje się sześćset pięćdziesiąt osiem relikwii świętych, błogosławionych i męczenników.

Nie tylko wnętrze bazyliki godne jest uwagi. Na zewnątrz zachował się unikatowy dwunastowieczny tympanon. Uwieczniono na nim fundatorów kościoła oddających część świętej Annie z małą Marią na ręku. 

060

Tuż obok kościoła norbertanek stoi niewielka kamienna rotunda – kościółek pw. świętego Prokopa. Najprawdopodobniej został wzniesiony pod koniec XII wieku przez komesa Krystyna z granitowych ciosów i piaskowca. Miał służyć jako rodzinna świątynia i miejsce pochówku, na co wskazuje okazały grób pod posadzką. W późniejszych latach do rotundy dobudowano wieżę, a wewnątrz wzniesiono emporę otwartą na nawę. Zapewne w tym miejscu podczas nabożeństw zasiadał fundator z rodziną, a także odwiedzający Strzelno dostojnicy i królowie: Władysław Łokietek, Kazimierz Wielki, Władysław Jagiełło (siedmiokrotnie), Kazimierz Jagiellończyk, Zygmunt Stary i być może kilku innych.

053  054

Rotunda była wielokrotnie przebudowywana, rozbierana i rekonstruowana. W 1945 roku Niemcy podłożyli w niej ładunki wybuchowe. Wybuch i pożar zniszczyły wnętrze i uszkodziły wieżę. Ściany szczęśliwie przetrwały. To pozwoliło na ostatnią już – miejmy nadzieję – odbudowę.

Wewnątrz, niemal pustym, czuje się ducha dawnej epoki: grube, kamienne ściany, małe okienka wpuszczające niewiele światła, skromne wyposażenie, w tym najstarsze w Polsce stacje drogi krzyżowej.

055

056  058

057

Między bazyliką a rotundą jest niewielkie Muzeum – Romański Ośrodek Kultury Ottona i Bolesława. Mieści się w dawnym klasztorze norbertanek. Gromadzi romańskie rzeźby, między innymi piękny tympanon Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny. 

232

Kiedyś nie lubiłam sztuki romańskiej. Wydawała mi się ciężka, toporna. Nie mogłam dopatrzyć się piękna w „pozbawionych ozdób” kamiennych budowlach. Wszystko się zmieniło, gdy zaczęłam chodzić na wykłady o sztuce prowadzone przez Muzeum Narodowe w Warszawie. Tam pewna pani profesor ukazała mi niezwykły urok romańskiej architektury i ozdoby, których wcześniej nie dostrzegałam. Jestem jej za to bardzo wdzięczna. Na wykłady chodziłam jakieś dziesięć lat temu, moja fascynacja sztuką romańską trwa do dziś.

235

231

233
Szkielety ludzkie.

Lewy żeński – najprawdopodobniej przeoryszy klasztoru.
Prawy męski – najprawdopodobniej zakonnika.
Pochodzą z lat 30. XVII wieku. Zostały znalezione we wnętrzu bazyliki.

W drodze powrotnej ze Strzelna do Gniezna zatrzymałam się w Mogilnie. W pierwszej chwili myślałam, że jeszcze raz spróbuję dostać się do klasztoru, ale zrezygnowałam. Spędziłam czas w parku nad jeziorem – doskonałym miejscu do sylwoterapii.

039

Czym jest ta sylwoterapia? Drzewoterapią. „Pomiędzy człowiekiem a drzewem musi zrodzić się szczególna więź. Dotykanie drzew, obejmowanie i przytulanie się do nich może uaktywnić u ludzi procesy samoleczenia organizmu. […] Spacer po lesie jest najprostszym i najłatwiej dostępnym sposobem na korzystanie z dobrodziejstwa sylwoterapii. Wystarczy być zrelaksowanym, głęboko oddychać i podziwiać piękno przyrody”.

038

Zgadzam się z tym w stu procentach. A jeśli do kontaktu z drzewami dodamy kontakt z przyrodą ożywioną – w postaci łabędziej rodzinki – zdrowia starczy na cały rok. Rodzinka była wspaniała, z wyglądu i z zachowania. Wszyscy jej członkowie, rodzice i kilka młodych, ulokowali się na chodniku tuż nad brzegiem jeziora. Sprawiali wrażenie spokojnych i zrelaksowanych, ale niech no tylko pojawił się rowerzysta. Łabędzi rodzice ruszali do boju, i to w najmniej spodziewanym przez rowerzystę momencie. Syczały, goniły, szczypały po łydkach. Rowerzysta umykał, a zadowolone z siebie łabądki spokojnie czekały na kolejną ofiarę. Obserwowałam je dłuższy czas i zabawę miałam świetną.

Dziś jestem brzydkim kaczątkiem, ale za kilka tygodni będę pięknym łabędziem.

Łabędzia rodzinka. I ciotki kaczki.

I chlup do wody.

Chciałam jechać do Biskupina, ale jak już wspomniałam, nie było autobusu powrotnego do Gniezna, a na nocleg w chacie Łużyczan nie miałam ochoty. Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. A ja akurat miałam pociąg do Inowrocławia, jakiś opóźniony, zabłąkany IC. Wsiadłam i pojechałam. Ciągle piszę o komunikacji, bo naszarpała mi tyle nerwów, że muszę jakoś odreagować.

Inowrocław mnie nie zawiódł. Niedaleko centrum stoi bowiem Ruina, czyli romański kościół pw. Imienia Najświętszej Maryi Panny.

159

To najstarszy i najcenniejszy zabytek architektoniczny w mieście. Wzniesiono go z granitowych ciosów prawdopodobnie na przełomie XII i XIII wieku. Na miejsce budowy wybrano szczyt niewysokiej Białej Góry, na której niegdyś stała pogańska świątynia. Powstanie tak potężnego jak na owe czasy kościoła – największego w tej części Europy – świadczy o tym, że znajdowała się tu osada o niepoślednim znaczeniu. W ciągu wieków świątynia wielokrotnie zmieniała swój wygląd – przebudowywano ją i rozbudowywano. W grudniu 1831 roku ogromny pożar zamienił ją w ruinę (stąd potoczna nazwa), którą była przez prawie sto lat. Odbudowano ją – przywracając pierwotny romański wygląd – dopiero na początku XX wieku dzięki Antoniemu Laubitzowi, późniejszemu biskupowi gnieźnieńskiemu.

160

163

Ciekawostką świątyni są płaskorzeźby przedstawiające ludzkie twarze oraz ryty zwierząt i różnych przedmiotów umieszczone na zewnętrznej północnej ścianie. Spore ich skupisko ozdabia portal. Kiedyś sądzono, że chronią przed złem – strona północna symbolizowała bowiem siły nieczyste, piekło i grzech. Dziś przyjmuje się, że były książką do nabożeństwa dla niepiśmiennych.

161

162

Ponure średniowieczne wnętrze kryje piękną, uśmiechniętą Madonnę z Dzieciątkiem na ręku. Czternastowieczna, wykonana z lipowego drewna rzeźba jako jedyna z oryginalnego wyposażenia kościoła przetrwała do naszych czasów.

164

Tuż obok Ruiny stoi kościół pw. Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny, jedna z najokazalszych neoromańskich świątyń w kraju. Zbudował ją wspomniany już ksiądz Antoni Laubitz na przełomie XIX i XX wieku.

 167

W 1909 roku zatopiono znajdującą się pod Inowrocławiem kopalnię soli. To spowodowało, że oderwała się i zapadła pod ziemię ściana nawy północnej kościoła. Świątynię odbudowano dwadzieścia lat później, dokładnie na chrzest małego Józefa Glempa, przyszłego prymasa.

Kościół zdobi ogromna ponadsiedemdziesięciometrowa wieża z rozetą i bogato zdobionym portalem, którego tympanon ukazuje pokłon Trzech Króli.

168

Świątynia jest ogromna – długa na siedemdziesiąt dwa i szeroka na dwadzieścia pięć metrów. Może pomieścić aż trzy tysiące osób. Jej wnętrze zachwyca.

 169

 170

171

Wspomniałam o kopalni soli. Inowrocław to miasto na soli. O jej pokładach wiedziano przed setkami lat, jednak górniczą eksploatację rozpoczęto dopiero w 1873 roku. W latach 20. XX wieku wydrążono szyb kopalni „Solno”, a przy okazji odkryto podziemne cuda. Ściany chodników i komór pokryte były barwnymi warstwami krystalicznej soli i innych minerałów. W latach 70. powstała nawet turystyczna trasa do Grot Kryształowych. Niestety, podziemny raj zaczął zagrażać miastu. W 1986 roku kopalnię zamknięto, a wyrobiska zalano solanką.

 172

173

174
Po rynku spaceruje królowa Jadwiga – patronka miasta.

Wywiezione na powierzchnię przyrządy do wydobywania soli obejrzałam w Muzeum im. Jana Kasprowicza (dużo większa wystawa jest podobno w Kujawskim Centrum Kultury, gdzie nie dotarłam). Na pamiątkę dostałam bryłkę soli.

178

Prawdę mówiąc, do Muzeum im. Jana Kasprowicza zajrzałam przez pomyłkę. Po prostu nie zauważyłam „im.” w jego nazwie. Myślałam, że to muzeum biograficzne w pełni poświęcone poecie, a tu niestety – przypadła mu tylko jedna sala. Bohaterem sąsiedniej jest uwodziciel jego żony Jadwigi – Stanisław Przybyszewski. 

176
Sala Kasprowicza. 

177
Sala Przybyszewskiego. 

Jan Kasprowicz urodził się w Szymborzu, kiedyś wsi, dziś jednej z dzielnic Inowrocławia, jako jeden z czternaściorga dzieci ubogich, niepiśmiennych chłopów. On sam otrzymał wykształcenie. Uczył się między innymi w gimnazjum w Inowrocławiu. W późniejszych latach w swojej poezji opiewał rodzinny kujawski krajobraz. W 1939 roku wdzięczni mieszkańcy miasta wystawili mu pomnik, który przepadł podczas drugiej wojny światowej. W 1966 roku pomnik Kasprowicza ponownie stanął przy ulicy Solankowej. Jego twórcą, podobnie jak przedwojennego oryginału, jest Edward Haupt.

179

Siedziba Muzeum im. Jana Kasprowicza mieści się w neorenesansowym mieszczańskim pałacu wzniesionym pod koniec XIX wieku dla żydowskiego przedsiębiorcy budowlanego Bernharda Schwersenza. Był on jednym z najbogatszych i najbardziej wpływowych mieszkańców miasta. Przez dwadzieścia lat zasiadał w Radzie Miejskiej. Za Polakami chyba nie przepadał, bo w 1904 roku opowiedział się za zmianą polskiej nazwy Inowrocław na niemiecką Hohensalza. W 1924 roku budynek przeszedł w ręce hrabiego Emiliana Nałęcz Skomorowskiego, który urządził w nim pensjonat „Ino”. W czasie drugiej wojny światowej w budynku leczyli się niemieccy żołnierze. Po wyzwoleniu, aż do 1984 roku pałac, przerobiony na kamienicę czynszową, był własnością córek hrabiego Skomorowskiego. Później przejęło go muzeum, wyremontowało i zajmuje do dziś.

180 

Pałac stoi przy ulicy Solankowej, najpiękniejszej ulicy miasta, łączącej centrum z uzdrowiskiem. W XIX stuleciu po obu jej stronach wyrosły okazałe rezydencje miejscowych bogaczy. Niektóre z nich są odnowione, inne wciąż czekają na lepsze czasy. 


Inowrocław jest znanym kurortem. W połowie XV stulecia król Władysław Jagiellończyk wydał dokument, z którego wynika, że już wtedy działały tu łaźnie z natryskami i masażami. Jednak dopiero w XIX wieku w mieście powstała dzielnica uzdrowiskowa z parkiem i budynkami zdrojowymi, w których leczono solanką. Zbudowano pijalnię wód mineralnych, zakłady kąpieli borowinowych i kwasowo-węglowych oraz, by umilić kuracjuszom pobyt w uzdrowisku, muszlę koncertową.

188

192

191

 190
Zakład Przyrodoleczniczy wybudowany w latach 20. XX wieku w stylu eklektycznym.

Inowrocław cieszył się ogromną popularnością w latach międzywojennych. Bywali tu Stanisław Przybyszewski, Janusz Kusociński, prezydent Warszawy Stefan Starzyński, prezydent Poznania Cyryl Ratajski i generał Władysław Sikorski, którego uhonorowano ławeczką.

189

W 2013 roku uzdrowisko wzbogaciło się o nowoczesną pijalnię wód. Wypoczywa w niej teściowa z jazgotliwym pieskiem na kolanach.

195

W pijalni jest też niewielkie muzeum, w którym odtworzono dawne kujawskie wnętrza.

198

199

Najciekawszym budynkiem inowrocławskiego uzdrowiska jest tężnia solankowa, druga co do wielkości w Polsce (palmę pierwszeństwa dzierży ta w Ciechocinku). Jest całkiem młoda, bo otwarto ją w 2001 roku. Trzeba przyznać, że robi wrażenie: to ogromna drewniana konstrukcja wypełniona gałązkami tarniny, po których spływa słona woda, z tarasem widokowym na szczycie i dwoma budynkami zwieńczonymi ostrymi hełmami.

201

202

Uroda tężni została doceniona przez National Geographic. W 2014 roku została jednym z siedmiu Nowych Cudów Polski.

Tu zakończyłam swój piastowski szlak. Nie przebiegał zgodnie z planem, ale sporo widziałam. Zostało jeszcze kilka miejsc do odwiedzenia – Biskupin, Giecz, Trzemeszno – może kiedyś uda mi się do nich dotrzeć.

196
Ziemowit – piastowski akcent w inowrocławskim parku zdrojowym.

Pisząc ten tekst, korzystałam z książek:

S. Adamczak, Uzdrowiska. cz. 1, De Agostini, Warszawa 2012.
K. Firlej, S. Adamczak, Wielkopolska na weekend, Pascal, Bielsko-Biała 1999. 
K. Firlej-Adamczak, S. Adamczak, Dzieła sztuki sakralnej, De Agostini, Warszawa 2013.
P. Libicki, Wielkopolska. 21 jednodniowych wycieczek, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2001. 
P. Maluśkiewicz, Między legendą a historią, Wydawnictwo WBP, Poznań 1995. 

Artykułu: Przełomowe wydarzenie, „Kronika Sejmowa” 2016, nr 14. 

Oraz strony internetowej: <www.szlakpiastowski.pl>.

 sierpień 2017